Być zającem – poradnik

Zadanie pacemakera 35 PZU Maratonu Warszawskiego wykonane.
Czas na mecie 3:54:00, biegłem na 3:55. Misja zaliczona.
Większość biegaczy z bardzo aktywnej grupy https://www.facebook.com/groups/grupa3.55MW/ poprowadziłem do ich biegowych sukcesów. Większość, bo grupa jest otwarta dla wszystkich Biegaczy, nie tylko tych, którzy biegli ze mną na 3:55.
Każdy z nich pobiegł swoje i sam. Ja ich tylko i aż poprowadziłem do mety i to było moje zadanie. Satysfakcja ogromna, bo i zadanie odpowiedzialne i miałem tego świadomość.
To tyle o samym maratonie, relację piszę i niedługo opublikuję 🙂

A kto to jest zając? Potocznie tak zwany wśród biegaczy, a prawidłowa nazwa to pacemaker.

Pacemaker, albo potocznie zając, to osoba, która prowadzi innego biegacza na określony czas. Zadaniem zająca jest biec z zawodnikiem na dany czas np. nowy rekord towarzysza.
Zając może również towarzyszyć przez całą/część trasy zawodnikowi, co jest popularne na długich dystansach.

Z usług indywidualnych pacemakerów często korzystają ultra-maratończycy.
Na maratonach i półmaratonach organizatorzy często udostępniają zająców do prowadzenia grup biegaczy na dane czasy. Najczęściej są to 2-3 osoby. Cechą charakterystyczną pacemakerów są wtedy przywiązane baloniki z namalowanymi zamierzonymi czasami
albo inne wyróżniające się oznaczenia.

Należy też wspomnieć, iż na zawodach, często koleżeńsko, dwóch biegaczy umawia się na zającowanie. Najczęściej jest to niezobowiązujące w tym znaczeniu, że gdy prowadzony nie wytrzyma tempa, to zając biegnie dalej swoje. Po stronie zająca jest tylko to, aby biegł na dany czas.

Zapytacie – a co daje bieganie z pacemakerem?

W interesującym artykule z Runner’s World: O profesjonalnych zającach autor odpowiada:
„First, physiologically, it is easier to run from behind than to run in front. The advantages of drafting might not be quite as dramatic as they are in, say, cycling, but they are there.
“A good estimate is that it takes 15 percent less effort to run behind somebody,” says David Krummenacker, a former 800-meter world champion who is now one of the world’s premier track rabbits.

Second, psychologically, it is easier to run from behind, too. Yes, some elite athletes prefer jumping to the front and staying there—that was the calling card of the late Steve Prefontaine—but the majority would rather have a target than be a target. “The odds of you winning a race if you’re leading from start to finish,” says Khadevis Robinson, still
a national-class 800-meter runner who took to rabbiting mile races last year as he rehabbed various injuries, “are slim to none.”

To są podstawowe i najważniejsze korzyści biegania z zającem.

Co jest najwiekszą zaletą zająca?
Jego umiejętność biegnięcia w danym tempie/na dany czas i utrzymywania tego tempa:
„They see rabbiting as something for which they are not only intrinsically suited (good inner clock) (…)„ źródło jw.

Jak się domyślacie jest to bardzo odpowiedzialna rola.
Cel to pobiec tak aby prowadzony pobiegł zgodnie z planem.

Kilka razy byłem zającem, grupowo i indywidualnie.
Na podstawie swojego doświadczenia przygotowałem poradnik dla zajaców.
Wytyczne dotyczą zająców indywidualnych, jednocześnie grupowi też skorzystają
z tego poradnika.

Wytyczne dla zająców indywidualnych:

1) ma dobiec w zakładanym czasie – zatem ma być przygotowany do biegu i być w formie.
2) ma znać swoje możliwości i aktualną formę.
3) ma znać trasę: zwłaszcza, gdzie są punkty odżywcze, jaki jest jej profil – gdzie są podbiegi
i zbiegi, wszystko co ma wpływ na bieg.
4) ma znać prowadzonego:
a) jego tempo,
b) formę,
c) nawyki biegowe.
5) ustalić zasady komunikacji podczas biegu:
Na przykład u mnie to wygląda tak, że pytam czy dana osoba chce rozmawiać czy nie.
Jeśli to są zawody to najczęściej nie ma rozmowy. Prowadzony ma się skupić w pełni na biegu. Ustalamy tylko ważne komunikaty i tyle.
Ja mam prawo swobodnego mówienia (chyba, że druga strona nie wyrazi zgody):
a) aby dopingować (częstotliwość jest na intuicję, na razie się sprawdza),
b) aby informować o kolejnym przebytym kilometrze: często po prostu pokazuje kciuk w górę
i patrzę w oczy,
c) aby upewniać się o formę – szybkie “jest ok?” wystarczy.
To powoduje, że komunikacja werbalna i niewerbalna ze strony prowadzonego jest ograniczona tylko do niezbędnego minimum. On ma biec i być na tym skupionym,
a nie rozmawiać.
6) Zając zostaje z biegaczem, gdy ten ma problemy. Odwrotnie często zdarza się we wspomnianym koleżeńskim prowadzeniu. Dla mnie, w ramach umowy, zając zostaje
z partnerem, chyba że inaczej się umówili.
7) Zając ma finalnie zrobić wszystko, nawet błahą z pozoru rzecz, która wesprze biegacza.
Przykładowo: podczas dwóch biegów trzymałem wodę znajomym, którym zającowałem.
Prowadziłem biegacza tak, aby biegł w cieniu, bo sam o tym zapomniał.
Drobne rzeczy, aczkolwiek robią różnicę, nieprawdaż?
8) Zając ma „oczy dookoła głowy”. Zwłaszcza na początkowym odcinku po starcie,
gdy w tłumie łatwo się zgubić. Jego zadanie to tak wybierać drogę, aby osoba z tyłu była zaraz za nim.
Podczas zającowania w Lesie Kabackim biegłem tak, aby wygodniejsza część trasy była pod nogami mojego partnera 🙂 Po co ma się męczyć szukaniem optymalnej trasy i biegiem po spowalniającym podłożu, np. błocie?

Bycie zającem to duża odpowiedzialność.
W końcu zobowiązujesz się do wsparcia biegacza w jego celu biegowym.
A on polega na tobie.

Jednak efekt – sukces partnera i jego czas – najczęściej nowa życiówka, to coś pięknego!
On albo ona pobiegli wspaniale, zrobili życiówkę, a ty – jako zając – masz w tym udział.
Ich satysfakcja i radość potęgują moją radość i satysfakcję. Do dziś pamiętam wielki uścisk na mecie od przepełnionego radością znajomego. Piękne.

Send to Kindle

4 thoughts on “Być zającem – poradnik

  1. Piotrze

    Dla mnie Twoje prowadzenie grupy 3:55 jest nielada wyczynem – bo musisz tak doskonale znać swoje tempo, żeby “wycelować” w dokładnie taki czas. Dlatego dopingowałem Cię na skrzyżowaniu Rolnej i Wilanowskiej podczas Maratonu.

    Chapeaux bas 🙂

    Ludwik

  2. Mam nadzieję, że trafię niedługo na dobrego zająca. Dotąd jakoś nie było okazji biec z kimś kto przypilnuje za mnie tempa. Za mnie, bo niestety nie potrafię wyczuć kiedy przyspieszam. Niestety – bo robię to w pierwszej połowie, a chcę w drugiej. Ze zwalnianiem nie mam problemów, niestety 😉 a jak endo poda czas to już za późno, żeby coś zmienić.

  3. Ludwiku
    Dziękuję za doping na trasie i uznanie. Powodzenia w Twoim bieganiu 🙂
    Asiu
    do wyczucia swego tempa potrzeba skupienia się na biegu i na tym jak Ci się biegnie.
    Może to Ci pomoże. Dobry zając powinien m.in ten poradnik przeczytać.

    pozdrawiam serdecznie
    Piotr

  4. Pingback: Bieganie zbliża – relacja z Biegu Niepodległości | Piotr Stanek o bieganiu

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *