Maraton Warszawski 2013r.

Po maratonie: relacja i refleksje pacemakera.

Mój maraton zaczął się 21 sierpnia. Wtedy utworzyłem wspomnianą grupę na Facebooku
(dalej FB) jako miejsce przygotowania merytorycznego, wymiany doświadczeń, poznania się
i wsparcia motywacyjnego. Grupa stała bardzo aktywnym miejscem, za co dziękuję udzielającym się. O wiele lepiej prezentuje się porady na maraton, gdy jest odzew.
I tu był duży 🙂

Na samym początku grupy na Facebooku napisałem, że mogą liczyć na mnie w kwestiach przygotowania merytorycznego do maratonu i wsparcia motywacyjnego.
I z tego się wywiązałem. Mogą liczyć poza jedną rzeczą. Ja nie pobiegnę za nich. Poprowadzę do mety w zakładanym czasie. Z tego także się wywiązałem. Jednak to wasz bieg, zmęczenie, sukces na mecie, wasz maraton. Każdy przebiegł maraton sam. Gratuluję Wam tego 🙂

Przełom lipca i sierpnia to przerwa od biegania. Pierwsze dwa tygodnie z własnej woli,
bo zauważyłem u siebie oznaki przetrenowania. Drugie dwa tygodnie to kilka dni niebiegania
z powodu pęcherza a potem z powodu głębokiej rany na kolanie. Szkoda, że te dwie przerwy się nie pokryły. Wróciłem do biegania w ostatnim rozsądnym terminie. Powoli wdrażałem się do biegania, zwłaszcza długich wybiegań. To ważne, aby po przerwie nie zaczynać zbyt intensywnie, nie nadrabiać treningów. Trzeba stopniowo zwiększać intensywność treningów
i ćwiczyć cierpliwość. Oczywiście, to sprawa indywidualna z jaką intensywnością biegać i jak taki powrót ma wyglądać.

Na około tydzień przed maratonem dopadł mnie nagle atak myśli typu “to się nie uda/ a co gdy padniesz na trasie?” Innymi słowy negatywny stres. Jak sobie poradziłem z tym?
Jak wspomniałem w poście poradniku przygotowania mentalnego na krótki okres przed maratonem świetną metodą jest analiza takich myśli/uczuć. Przemyślałem przyczyny stresu, potem rozważyłem jakie jest ryzyko problemów na trasie i odsunąłem te myśli. Spokój psychiczny to ważna rzecz przed maratonem. Tim Noakes zaleca, unikajmy przed maratonem (ważnymi biegami) szczególnie negatywnych emocji. Spokojna głowa sprzyja zachowaniu rozsądku i skupieniu się. Nie tylko w bieganiu.

Jako zając byłem spokojny o swoją formę na ten czas. Życiówkę z debiutu w Poznaniu 2011r. mam o 17 minut lepsza niż zakładane 3:55. Podobną różnicę miałem w debiucie grupowego prowadzenia jako pacemaker w tegorocznym Półmaratonie Warszawskim.
I obie decyzje o starcie na takie wolniejsze czasy były bardzo dobre. W obu przypadkach okoliczności sprawiły, że bieg w szybszym tempie byłby bardzo wymagający dla mnie.
Przy półmaratonie nieprzespana noc i atak zatok, przed maratonem jeden miesiąc przerwy.
Dlatego, ważne jest aby zgłaszać się na wolniejsze czasy niż życiówka. Bo sporo osób polega na pacemakerze. A my jesteśmy zabezpieczeni przed nieprzewidzianymi sytuacjami.
A ta świadomość tylko pomaga, szczególnie w kwestii pewności siebie 🙂

Bieg maratoński w tempie Negative Splits i na nieco poniżej 4h to wymagające zadanie.
Zwłaszcza dla debiutantów, którzy byli w mojej grupie. Jednak po lekturze stron z taktykami
i statystykami za konkretną strategią, po dyskusji na grupie i przemyśleniu moich maratonów uznałem, że ta strategia będzie najbardziej efektywna. Wybrałem delikatny Negative Splits,
bo z różnicą pomiędzy startem a finiszem 16 sekund i czterokrotną zmianą tempa.

Weekend biegu minął szybko. Około 15 w sobotę odebrałem cztery pakiety, w tym trzy dla znajomych. Poszło szybko i sprawnie. Potem odprawa pacemakerów z dyrektorem biegu Markiem Troniną oraz Martyną Lewandowską. Następnie zrelaksowałem się na spotkaniu
z klubem Golden Team. Po powrocie do mieszkania – czas na przygotowanie się do biegu. Przedmaratonowa noc to lekki sen z przebudzeniami i myśli wokół zającowania.
Czułem to odpowiedzialność.

Przed startem miałem 3 spotkania zdjęciowe: z zaprzyjaźnioną Akademią Biegania, Golden Teamem oraz z swoją grupą 3:55. Przekazałem dwa pakiety i odebrałem baloniki.
Po sprawnym załatwieniu tego wszystkiego udałem się z kilkoma biegaczami z grupy
na nasze miejsce startowe. Czułem ich wsparcie i to było budujące.
Podczas biegu, gdy rozgrzałem się i ściągałem lekką bluzę, a to wymagało zdjęcia singletu
z balonikami, pomogli mi od razu z tym. Maciej pytał się mnie, czy chcę wodę, gdy był tłok przy stolikach. I nastawiony na przyjemny- bo bieganie ma być dla mnie przyjemne, i na dobry bieg- bo mam dobiec dobrze do mety, wystartowałem w swoim czwartym maratonie.

Biegło mi się dobrze. Ponad 42 km minęły … szybko. Działo się dużo. A to na 4-5km usłyszałem doping dla Piotra Fitka – na kilku stronach posługuję się loginem Piotr Fitek.
Nie rozpoznałem wołających. Jednak uśmiech miałem szeroki 🙂 Kontrolowałem tempo. Pytałem się biegnących obok mnie zawodników o samopoczucie i na początkowych wolniejszych kilometrach rozmawialiśmy. Czerpałem energię od kibiców i szczególnie znajomych i ich znajomych – pozdrowienia i podziękowania dla Ludwika oraz Agaty,
Henryka i Grażynki. Biegłem jako pacemaker, zatem czuwałem nad tym, aby pobiec zgodnie
z zaplanowaną wcześniej strategią i zrealizować cel. Dlatego cały bieg i moje myśli były
temu podporządkowane. To odpowiednie tempo, które trzeba było utrzymywać przez cały bieg. A na trasie były punkty odżywcze, grupy biegaczy, ciasne odcinki z wolniejszym biegaczami. Przykładowo, jakbym biegł sam to bym zrywem wyprzedził blokujących i potem wrócił do swojego tempa. Tutaj trzeba było pomyśleć o grupie biegaczy za mną.
To szczególnie mocno wpłynęło na to, że bieg minął mi aktywnie, bez chwili nudy.

Na trasie miałem wielkie wsparcie od dopingującej części Golden Teamu.
Na pierwszym spotkaniu Lena podała mi tak sprawnie żel, że nawet nie musiałem zwalniać. Dziękuje Lena 🙂 Drużyna kibicujących była bardzo dobrze przygotowana.
Pod wodzą Joasi spisali się świetnie. Należą się im jeszcze raz gorące podziękowania.
Mieli mapkę trasy, rozpisane planowane godziny bycia zawodników na danych kilometrach
i ich życzenia (żele, izotoniki itp.) oraz kwestię dojazdów pomiędzy punktami kibicowania.
Po prostu profesjonalne podejście do sprawie.

Ostatnie kilometry były najszybsze, gdyż w tempie 5:27. Pomimo tego, powstrzymywałem
się przed przyśpieszeniem. Gdybym biegł sam to poleciałbym do przodu, bo czułem się fantastycznie. Ba, chciało mi się tańczyć 😀 Jednak misja zająca była do wykonania 🙂

Na metę wbiegliśmy razem z Maciejem Mazurukiem trzymając się za ręce.
Ogromna radość i satysfakcja! Dziękuję Macieju za wsparcie na trasie i wspólny bieg.
Zaraz na mecie jeden z biegaczy i podziękował za poprowadzenie w debiucie. Gratulacje Michał 🙂
Gratulacje wszystkim Maratończykom!

Czy nie mówiłem Wam, że kocham biegać? 🙂

Mała porcja zdjęć dla spragnionych obrazu: link do małej mojej galerii na FB

A Wam jak się biegło?

Send to Kindle

5 thoughts on “Maraton Warszawski 2013r.

  1. Naczytałam się, napatrzyłam i mój czas się zbliża 🙂 Już nawet wybrałam miejsce. Prawie równo za rok. Chętni na Budapeszt są? 🙂

  2. Tak, mówiłeś, że kochasz biegać, ale spokojnie bez mówienia też byłoby to jasne. To widać! Więcej nawet – tego nie da się ukryć. 🙂

    Zadziwia mnie Twoja znajomość własnego ciała, jak potrafisz czytać wysyłane przez nie sygnały. Ja ze swoim ciałem dopiero się poznajemy. Tyle lat razem, a jakby osobno. Jeśli dzięki bieganiu i to zmienię, będzie wspaniale.

    Z Twojej relacji samego biegu: czytając ją czasem miałam wrażenie, że przebiegnięcie ponad 42 km to dla Ciebie pestka, np. gdy wspominasz o tańczeniu na ostatnich kilometrach 🙂 Ale jednocześnie, że maraton zaczyna się na długo, długo przed usłyszeniem sygnału startera.

    Drużyna kibicująca, którą opisujesz to skarb dla biegacza 🙂

  3. Pingback: Przerwa ma swoje prawa | Piotr Stanek o bieganiu

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *