Górski debiut na piąte urodziny

Biegam 5 lat. I debiutów miałem już sporo. A to pierwszy bieg, a to pierwsze zawody… Niedawno miałem kolejny debiut.
Po raz pierwszy w życiu wziąłem udział w biegu górskim. Od kilku miesięcy mieszkam w Bielsku-Białej i spacerowo oraz biegowo poznaję Beskidy. Szczególnie spacerowo, bo biegowo powoli i stopniowo. Bieganie po górach, nawet po mojej solidnej zaprawie w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, wymaga odpowiedniego przygotowania i podejścia.

Stoję na starcie biegu “o breńskie kierpce” w miejscowości Brenna. Słońce świeci, temperatura na wyświetlaczu 27 stopni Celsjusza. Pierwsze ok. 2 km prowadzą w większości w odsłoniętym terenie. Organizatorzy zapewnili 3 punkty z wodą na trasie. Dopytałem o to przed biegiem i w bardzo miłej rozmowie telefonicznej uzyskałem informację także o ich lokalizacjach. Warto dobrze się przygotować do biegu, aby nie być zaskoczonym. Tę zasadę stosuję przed każdymi zawodami. W myśl tej zasady kilka dni przed biegiem z przyjaciółką wybrałem się na rekonesans trasy. To już trzeci taki przypadek w tym roku. Wszystkie dotyczyły biegów górskich. Po prostu połączyliśmy poznanie trasy nowych, trudniejszych, bo górskich biegów, z turystyczną wędrówką. Kilka przyjemności w jednym 🙂 Dzięki temu trasę biegu znałem dobrze, i czułem się przygotowany.

Głównym zadaniem podczas zawodów było dobrze rozłożyć siły. To było kluczowe. Trasa biegu górskiego prowadziła najpierw płasko po asfalcie, później ostro w górę terenem leśnym, dalej umiarkowanie po płaskim ze zbiegami i lekkimi podbiegami, a na koniec ostro w dół i ostatni płaski kilometr do mety. Musiałem wziąć pod uwagę także warunki pogodowe. Jestem zaadaptowany do biegania w upale, zatem byłem spokojny o swoje samopoczucie podczas biegu. Musiałem jednak połączyć wszystko w całość. Wziąłem pod uwagę trasę – dystans 15 km, trudność – upał, zatem i odwadnianie się oraz swoje oczekiwania, jako debiutanta.

Zatem stoję i cieszę się na bieg. I jednocześnie czuję lekką niepewność. Ot, myśli startującego, zwłaszcza debiutanta. Czas jaki przewidziałem dla siebie to ok. 1,5 h. Bieg się rozpoczął. Z racji pierwszego razu i świadomości, że szybko nie biegnę, ustawiłem się w końcowym odcinku grupy startującej. Przestrzegam zasady stawania w odpowiedniej strefie startowej&miejscu i tym samym nieprzeszkadzaniu szybszym ode mnie w sprawnym wystartowaniu. Pierwsze dwa kilometry to mój zachowawczy bieg. Odsłonięty teren. Gdy skręciliśmy do lasu na stromy podbieg uśmiechnąłem się i zacząłem truchtać wyprzedzając zawodników. Po kilkudziesięciu metrach, gdy zrobiło się bardziej stromo przeszedłem do marszu, co było znacznie bardziej efektywne i ekonomiczne.
Swoją lekcję zbyt wyczerpującego biegu pod górę odrobiłem na pierwszym górskim półmaratonie we wspomnianym Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Tam, w drugiej połowie trasy było kilka stromych podbiegów. Na pierwsze wbiegałem. Pamiętam, że przed jednym wyjątkowo stromym ktoś krzyknął, że to ostatni. Mając tą informację spiąłem się i wbiegłem. Oj, pożałowałem tego. Informacja była błędna, zaraz po zbiegu był podobny podbieg 🙂 Tam już wmaszerowałem. I w dalszej, końcowej części trasy przechodziłem czasem do marszu. Głowa odmówiła wtedy posłuszeństwa, podobnie jak i reszta ciała. Dlatego tak ważna jest znajomość trasy, szczególnie przy ważnych biegach.

W Brennej maszerowałem pod górę, od czasu do czasu, widząc lekkie wypłaszczenie trasy – podbiegając. Gdy wszedłem&podbiegłem na najwyższy punkt trasy – szczyt Kotarz – przede mną pojawił się pierwszy zbieg. Do tej pory moje treningi zbiegów były na poziomie początkującego. Zbiegałem szeroką ubitą drogą (dla zainteresowanych z Szyndzielni i Koziej Górki) albo truchtem albo przeplatałem to z szybszym tempem. Tutaj miałem przed sobą trudniejsze podłoże: ok. 200 metrów kamienistej drogi, potem leśnej, ziemnej drogi-szlaku. Zacząłem zbiegać w pełnym skupieniu, starając się dobrać jak najlepszy tor biegu i miejsce, gdzie postawić stopy. I było dobrze. Ba! Spodobało mi się to zbieganie. Było umiarkowanie stromo, zatem biegłem w dół szybko i pewnie. Entuzjazm z pokonania pierwszej stromej połowy trasy oraz możliwości wyszalenia się przekułem na szybki bieg. Na płaskim utrzymywałem prędkość.

Im dalej, tym zaczynałem czuć trudy biegu. Co jakiś czas ściągałem czapeczkę i wycierałem nią twarz. Wcześniej na punktach po wypiciu kilku łyków wody, resztę wody wylewałem na czapeczkę. W drugiej połowie trasy na podbiegach przechodziłem do szybkiego marszu. Nie było ich wiele, raptem 2-3, jednak pozwoliły mi na chwile wytchnienia. Pewnie na treningu spokojnie bym je przebiegł, tutaj musiałem pamiętać, że meta jeszcze daleko a sił ubywa. W pełnym skupieniu „rozmawiałem” z nogami i ciałem. To moja bieżąca analiza na ile procent sił biegnę. Wygląda to tak: “Ok, nogi biegniecie na 80%, mogę dojść do 90%”, “Jest 82%, dacie radę jeszcze 10 minut?”. Po ostatnim, momentami bardzo stromym zbiegu, wybiegliśmy na płaski ostatni odcinek. Czułem już zmęczenie i pragnąłem jak najszybciej ujrzeć metę. Ostatnie kilkaset metrów to trudny fizycznie dobieg do mety. Zrezygnowałem z mocniejszego sprintu i średnio tylko przyśpieszając wpadłem na metę.

I jaki wpadłem na metę? Oblany potem i bardzo zmęczony – co widać na zdjęciu. Dawno tak się nie zmęczyłem! Włożyłem w ten bieg sporo wysiłku! Na mecie, w ciągu kilkunastu minut wypiłem dwie butelki wody, i zacząłem jeść, żeby szybko uzupełnić kalorie… Czas na mecie to 1 h 27 minut 04 sekundy netto. Przyjemnie było zobaczyć swoje nazwisko na 1 kartce z wynikami 🙂

Przed swoim górskim debiutem sporo czasu przeznaczyłem na wybór butów biegowych do biegania w górach. Do tej pory biegałem w swojej jedynej parze, która byłaby nieodpowiednia na czekające mnie biegi górskie. Tutaj ponownie dziękuję doradzającym mi znajomym biegaczom z GoldenLine. Dyskusja o butach doprowadziła do tego, że pisaliśmy sobie o szerokości stopy 😀 Ot, biegający mężczyźni i wybór odpowiednich butów 🙂

Powoli wdrażam się w górskie bieganie i coraz bardziej wymagające treningi. Jest to rozłożone w czasie, bo wdrażam się powoli, bieganie to nie tylko bieganie, życie to nie tylko bieganie, a przecież jest jeszcze odpoczynek, życie towarzyskie, o pracy nie wspomnę. Jednocześnie, co jest dla mnie szczególnym priorytetem, podoba mi się to bieganie w górach i to bardzo 🙂
I tak mi się spodobało, że w planach na ten rok mam jeszcze 3 biegi górskie i minimum kilka własnych treningów.

This slideshow requires JavaScript.

Send to Kindle

5 thoughts on “Górski debiut na piąte urodziny

  1. Gratuluję debiutu:) i trochę zazdroszczę, chociaż mam nadzieję, że przede mną taki start w przyszłym roku:) Przeglądałam zdjęcia, trasa przepiękna (no przecież góry:) ), z perspektywy biegu musiało być jeszcze piękniej! no i …. wszystkiego najlepszego z okazji biegowych urodzin:) Pozdrawiam!
    P.S. mogę spytać w jakich butach biegasz w górach?

Skomentuj, bo Twoja opinia jest mile widziana :)