Los sprzyja przygotowanym, czyli…

…niepotrzebny stres niepotrzebny jest.

Przygotowuję się pod pierwszy w tym roku swój maraton. Traktuję go poważnie,
z odpowiednią dawką pokory. Maraton sam w sobie jest poważnym dystansem, szczególnie biegniętym mocno. A ten maraton ma jeszcze 900 metrów w górę i 600 metrów w dół przewyższenia. Sporo. Trasa co najmniej średnia na życiówki, nie to co płaskie trasy warszawskie czy krakowska. Chcę jednak tam pobiec dość mocno, sprawdzić się i dobrze się bawić.

Bieg mocny, na miarę swych możliwości przez ponad 42 km to olbrzymi wysiłek. I także stres.
Im dłuższy dystans, tym ważniejszą rolę odgrywa głowa. Bieg na 5-10 km wymaga mniej radzenia sobie z psychiką, demotywującymi tekstami naszej głowy, czy narastającym bólem
i wysiłkiem. Co nie znaczy, że głowa wtedy nie pracuje.  Pracuje 🙂 ale o wiele krócej.

Wystarczy zrobić prosty test. Jeśli powiemy znajomym biegaczom, że niedługo w okolicy jest fajny półmaraton, to wielu z nich zacznie myśleć o starcie, włączy go w swe treningi.
A jeśli powiemy, że to jest maraton, to chętnych będzie zdecydowanie mniej. Maraton wymaga większego skupienia i przygotowania. To co ujdzie nam płazem na krótszym dystansie, np. brak wystarczającej ilości snu to na maratonie jest duże ryzyko poniesienia konsekwencji.

Dlatego ważne są spokojna głowa i jak najmniej stresu przed maratonem. Bo stres i tak będzie.

Im lepiej jesteśmy przygotowani, tym lepiej czujemy się i możemy odpowiednio reagować. Nikt nie lubi być niemiło zaskakiwany, szczególnie w dniu biegu.
Możemy głowę zająć odpowiednim nastrojeniem się przed maratonem. Na biegu, gdzie nasza psyche gra kluczowe partie biegu. Zwłaszcza blisko finału, a jednocześnie nie tak blisko, jakby się chciało 😉
Jednak może zagrać fałszywie, zwłaszcza gdy niepotrzebnie ją obciążymy dodatkowym wysiłkiem i stresem. I to chodzi, aby niepotrzebnie nie dodawać sobie tego niepotrzebnego stresu. Jak coś robimy, róbmy to porządnie 🙂

Spójrzcie na moje przygotowania do tego maratonu:

1) Logistyka

Wyjazd od kilku tygodni jest zaplanowany: wyjazd w pt. wieczorem (po pracy), wolna sobota, bieg w ndz. i powrót wieczorem. Poniedziałek wolny na dojście do siebie. Pokój zarezerwowany. Mam czas na odpoczynek, odebranie pakietu w sobotę.

Lista rzeczy do spakowania niedługo zostanie przelana na papier. Z ważniejszych rzeczy załatwiam sobie żele. Na co dzień&trening nie korzystam z nich, tutaj jednak będą nieodzowne. Zgodnie z zasadą nietestowania niczego w tak ważnym biegu, zakupię sprawdzone żele. Ważną rzeczą będzie zabranie min. dwóch wersji stroju, szczególnie koszulek. Jako, że to mój bieg i chcę się dobrze na nim czuć to wybiorę swoje ulubione koszulki. Detal, jednak subiektywnie ważny.

1a) Wspomniałem o nietestowaniu niczego w dniu biegu. Dotyczy to zwłaszcza stroju, bieg przez 42 km z otarciami albo pęcherzami do przyjemnych nie należy.

Asia, której relację z maratonu w Paryżu możecie przeczytać post wcześniej chciała pobiec w fajnym specjalnie wybranym na tę okazję stroju. Dokonała kilku zakupów, ba wrzuciła propozycje ubrań na Facebooka ;) I te, które ostatecznie wybrała następnie przetestowała na treningach. Nie czekała na zawody. Może nic by się nie podziało, jednak lepiej zminimalizować ryzyko problemów.

2) Trasa, ach te górki i dołki

Tim Noakes twierdzi, że ostatnie 10 km maratonu powinniśmy bardzo dokładnie znać.
Dotyczy to przebiegu trasy i szczegółów geograficznych. Gdy zaczynamy bardziej używać głowy, coraz bardziej czujemy zmęczenie i musimy poradzić sobie z tym, a nie wiemy co nas czeka jeszcze przed metą to ryzykujemy jeszcze większy wysiłek. I gorszy bieg.

Znajomość trasy dotyczy szczególnie podbiegów. Pamiętam, jak w swoim pierwszym półmaratonie górskim w Gdańsk popełniłem błąd braku znajomości trasy.

Po ponad połowie trasy, po zmierzeniu się z 2 albo 3 solidnymi podbiegami byłem już mocno zmęczony. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że lepiej podchodzić niż podbiegać – błąd debiutanta… A tu nagle pojawia się następna stroma górka. Zastanawiam się jak wbiegnę na nią. Ale ktoś obok mówi, że to ostatnia. Zatem jak ostatnia, to wysilę się, myślę i ostatkiem sił wbiegam na nią. Niedoczekanie… zaraz za nią, po lekkim zbiegu była następna. Gorsza.
Tam już ledwo wszedłem dysząc jak stara lokomotywa i czując ból w udach. Owszem, błąd był podwójny. Pierwszy, z braku doświadczenia i przemyślenia, czyli wbieganie zamiast podchodzenia a drugi to brak znajomości trasy.

W przypadku mojej trasy maratonu wiem już, że:
– występują długie proste odcinki, z lekkimi odchyleniami, w terenie otwartym.
Wniosek = w razie upału, będzie trudniej.
– największy podbieg, ten na Przełęcz Małastowską jest w lesie. Tyle dobrego 🙂

Dostępna na stronie mapa jest ubogim w detale obrazkiem. Niestety nie jest linkiem do np. google maps. Jednak dzięki grudniowej wyprawie w Beskid Niski i przejrzeniu map, na ten moment wiem wystarczająco dużo. Dodatkowo dzień przed startem objadę ostatnie km trasy autem. Nie przejdę 😉

3) To był maj…

Jedno z rzeczy, którą nie należy się przejmować jest pogoda. Bo nie mamy na nią wpływu.
Należy wziąć pod uwagę różne jej warianty i przygotować się.

Późnomajowy termin może okazać się gorącym terminem. Choć metaforycznie i tak będzie po części 🙂 Wyzwaniem w Polsce, w naszej strefie klimatycznej jest przygotowanie się na wiosenną upalną pogodę. Rzadko taka bywa, jednak bywa i im bliżej lata tym częściej.

Swój bieg w upalnych warunkach opieram na jednym solidnym szybkim treningu w 20 stopniach C w bluzie – oj lało się ze mnie, lało – oraz na swoim przystosowaniu do upału, które moim zdaniem jest na wysokim, jak na amatora, poziomie. Oczywiście będę korzystał z wody na punktach zorganizowanych przez organizatora.

4) Ta ostatnia nocka

Odpoczywam. Abstrahując od rutynowego pojęcia odpoczynek=trening, przed maratonem trzeba szczególnie się oszczędzać. Na ostatnie dwa tygodnie załączam tryb unikania zbędnego wysiłku. Dodatkowo to jest faza taperingu, czyli zmniejszania ilości i intensywności treningów. Oszczędzamy siły, aby w dniu biegu popuścić cugle 🙂
Unikam zatem forsowania się i sporo śpię. Sen to najlepszy sposób regeneracji. Przed maratonem kluczowy jest ostatni tydzień, zwłaszcza przedostatnia noc. Dlaczego?
Bo, jeżeli stres ostatniej nocy da nam popalić, to mamy w zapasie tą wcześniejszą noc/e. Rzadko jedna słabo przespana noc wpłynie na naszą dyspozycję w dniu startu. Jedna noc, bo poprzednie mają być dobrze zaliczone = przespane 🙂

Słabo przespana noc trafiła mi się w debiucie maratońskim. Coś tam spałem, coś tam czuwałem, coś tam stresowałem się… Poprzednie noce jednak wysypiałem się i nie odczułem konsekwencji tej ostatniej nocy.

Tak właśnie przygotowuję się. A start już 24 maja.

Dodatkowy niepotrzebny stres … niepotrzebny jest. Stres i tak będzie. Będziemy różnie reagować, analizować po raz n-ty przygotowania, oceniać swoją formę, myśleć co mogliśmy zrobić a nie zrobiliśmy, kombinować itd. itp. To jak się tym zająć, a powinniśmy się zająć, aby głowa była jak najmniej obciążona, to temat na osobny wpis. Tu chcę Wam przekazać, iż lepiej nie dokładać sobie dodatkowego ciężaru=stresu, kosztującego czas, energię gdy po prostu możemy dobrze się przygotować.
A los sprzyja przygotowanym.

Send to Kindle

3 thoughts on “Los sprzyja przygotowanym, czyli…

  1. Brakuje podpunktu 5 – śniadanie przed maratonem. To bardzo często może byc kluczowa sprawa. W prosty sposób można zmarnować długie przygotowania.

    • Jarek,
      witaj na blogu 🙂
      Masz rację. Także przyjaciółka wczoraj mi to pytanie zadała, i już wpisałem je na listę.
      Przy okazji dziś trafiłem na art. jak skutecznie załatwić sprawy toaletowe przed biegiem 😉
      Co do tego, że można zmarnować w prosty sposób to właśnie jest urok maratonu – tu detale są ważne.
      pozdrawiam serdecznie

  2. Pingback: Idę na emeryturę ;) | Asiaprosto

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *