Szczęśliwy biegacz czasu nie liczy

Ostatnio zasugerowano mi kupno nowego telefonu.
Ale przecież mam nowy telefon. Niedawno go zmieniłem!
Co prawda ze starunkiego, leciwego SE 800i – mam go z 10 lat – na smartfona Xperię, też nie pierwszej młodości. Ale zmieniłem, z powodu nowej, lepszej baterii. Jednak, gdy mojemu tacie ukradli telefon byłem gotowy oddać swój i wrócić do starego. Telefon ma mi służyć do dzwonienia, smsowania, budzenia, robienia w miarę dobrych zdjęć i ma mieć dobrą baterię. Tyle mi wystarcza. Kiedyś pewnie będę miał „wypasiony” telefon, jednak na razie nie czuję takiej potrzeby.

Ten wstęp o telefonie jest konieczny do dalszej części postu. I była też kontynuacja rozmowy, która stała się pretekstem do napisania tego postu.
Zastanowiłem się nad propozycją i odpowiedziałem:
To już bardziej nowy zegarek sportowy by mi się przydał.
Zwłaszcza, że dwa mam na oku.

Wszedłem na stronę producenta. Wybrałem swoje upatrzone zegarki i porównywałem je. Przymierzałem oba w sklepie. Natalia z http://www.gorskistyl.pl/ korzystająca z zegarków upatrzonej firmy podsuwała argumenty za i przeciw. Dobry adwokat diabła to świetna rzecz.
W międzyczasie dodatkowo zawróciła mi w głowie i podsunęła jeszcze trzeci model.
Strona producenta długo gościła na ekranie komputera. Porównywałem, oglądałem i …

I przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku miesięcy. Zachwycił mnie nowy na rynku zegarek sportowy.
Byłem jak ten mały chłopiec wpatrzony w nową zabawkę. Taki, któremu oczy się świecą 😀
Asia potwierdzi jak jej opowiadałem jaki to jest fajny zegarek itp., że kupię go sobie w nagrodę, że jest taki a taki i do tego jest jeszcze taki 🙂 …

A potem nagle mi przeszło. Stan zauroczenia zniknął jak kamfora. Pierwsze testy nie były entuzjastyczne, a potem do głosu doszedł rozum i chłodna kalkulacja „a po co mi on?”

Mam Polara. Kupiony od kolegi, zatem już używany. Model RS200. Kupiłem go w 2010 r.
Na początku przez kilka miesięcy biegałem z pasem do mierzenia tętna. Potem z niego zrezygnowałem, tak samo ze słuchawek i tym samym muzyki w uszach. Zegarek ma pewne swoje funkcje, jak strefy tętna, pamięć treningów. Nie mierzy dystansu – potrzebny krokomierz – sorry, nie będę biegał z czymś na bucie. Za to bardzo mi się podoba grafika na głównym ekranie: biegnący ludzik.

Zegarek Piotra

Przez te kilka biegowych lat używałem w nim – po rezygnacji z pasa i muzyki – tylko stopera.
Czy to na zawodach czy na treningu. Od roku 2015 przestałem używać nawet stopera. Niemożliwe? Oj, możliwe. Włączałem go tylko na zawodach. Ale na treningach nic a nic. Zapamiętywałem godzinę rozpoczęcia i zakończenia treningu.

W końcu zacząłem zostawiać zegarek w domu. Po co mi, jak nie mierzę czasu. Po co mam go mieć na ręku jak go nie używam? Wychodząc z domu patrzyłem na ścienny zegar, odliczałem sobie 2-3 minuty na wyjście a potem na wejście do domu. Zapytacie jak zatem wiedziałem ile czasu mam biegać? I jak biegać? Dobre pytania.

Na pewno pomaga mi znajomość biegowych terenów. Mniej więcej znam czas potrzebny do ich przemierzenia.

Biegam na samopoczucie i na czas.

Jestem trochę typem człowieka, który od patrzenia w cyferki i analizowania swojej pasji, woli wolność i naturalność. Ciężko mi to opisać słowami, może postaram się kiedyś napisać o tym post. Nie lubię i nie używam planów biegowych sensu stricte. Mam w głowie mniej więcej to co chcę i to co powinienem biegać. Plan na kartce rozpisuję sobie tylko na ostatnich kilka tygodni przed ważnym startem, najczęściej maratonem. To ważne, abym wiedział ile mogę zrobić treningów, zwłaszcza tych cięższych, oraz rozpocząć fazę taperingu. W swoim bieganiu stawiam m.in. na elastyczność.

Pilnuję w swoim bieganiu kilku zasad biegowych zaczerpniętych z Lore of Running i innych źródeł oraz obserwuję siebie. I to dwojako: fizycznie i psychicznie.
Fizycznie to podziwiam swoje łydki 🙂 a psychicznie, to sprawdzam jak mi się chce iść pobiegać.
Pół żartem, pół serio 😉

Biegam na tzw. samopoczucie. Nie kierowałem i nie kieruję się tym co mi pokazuje zegarek.
Korzystałem podczas kilkutygodniowych testów z sportowego zegarka z GPS, i na zawodach i na treningach. Nie znalazłem dla siebie korzyści z niego, zwłaszcza wobec zalet biegania na samopoczucie. Owszem, znajomość tempa czy dystansu to fajna rzecz, ale mnie nie aż tak potrzebna.

Podczas biegu obserwuję swoje ciało.
Patrzę, ile mnie kosztuje ten wysiłek, patrzę, czy jestem w stanie zwiększyć obroty. Czy może powinienem zmniejszyć obroty, bo przecież są treningi z gatunku „idę sobie pobiegać, dla relaksu”. Słowo patrzę powinienem zastąpić chyba słowem „czuję” albo “obserwuję”.

Na temat biegania z zegarkiem z GPS wypowiedział się Marcin Nagórek. Nie będę próbować rozpisywać się, jeśli Marcin to tak świetnie ujął: LINK do blogu Marcina

„Obecnie uwolniłem się od tego przekleństwa i biegam ponownie ze zwykłym zegarkiem ze stoperem. Owszem, mam w lesie odmierzone odcinki, gdzie wykonuję szybsze treningi, czasami też sprawdzam kontrolne międzyczasy na rozbieganiu. Całą resztę szacuję na samopoczucie. Dzięki temu jestem pewien, że tempo regeneracyjne jest właśnie takie, bo nie czuję pokusy biegania szybciej, żeby dopasować się do jakiejś tabelki czy średniej z endomondo. Poczułem ponownie wolność na treningu i to jest piękne.”
Marcin poruszył w drugiej części postu także sprawę GPS w sytuacjach startowych m.in. kwestię biegnięcia na wynik. Polecam zatem cały post.

Biegam na czas.
Z racji tego, że nie korzystam z pomiaru odległości, to mierzę sobie tylko czas.
To mnie interesuje plus kilka innych danych, które skrupulatnie notuję w swoim logbooku.
Jak zrobię bardzo dobry trening to zerknę sobie na endomondo i po zmierzeniu trasy wyjdzie mi tempo. Ale rzadko to robię. Chociaż w 2016 r. przed maratonem w Łodzi wpadłem w pułapkę patrzenia na tempo. Co nie wyszło mi na dobre, i co jest pewnym potwierdzeniem dla mnie, że to co robię mi służy.

I tak potrafię, że jak mam ograniczoną ilość czasu na trening to i tak bez zegarka mieszczę się w wyznaczonym limicie. Plus minus pięć minut. Zobaczymy jak to wyjdzie w najbliższych miesiącach, gdy ambicje i stres będą większe. Wtedy pewnie będę zabierał zegarek na trening. Na razie jednak, gdy biegam na luzie, bez dokładniejszych założeń treningowych, nie korzystam z zegarka.

Poza tymi argumentami, dlaczego nie potrzebuję nowego zegarka są kolejne, bardziej materialne.
Jeden z zegarków, który sobie wstępnie upatrzyłem jest duży. Większy od mojego Polara. Preferuję małe, zgrabne i lekkie rzeczy.
A drugi zegarek jest fajny, ale jeszcze nie do końca dopracowany. Jeśli mam w coś zainwestować swoje pieniądze to sorry, wymagam dużo.Taki biznes. Ostatnio zrezygnowałem z technicznej bluzy w góry, bo były trzy przypadki reklamacji (to i tak mało), jedna nieuznana. Dodatkowo informacja o dziwnym zachowaniu właściciela firmy też mnie zniechęciła.
I bardzo dobrze się stało, bo dzięki temu kupiłem inną świetną bluzę nieznanej mi wtedy, polskiej firmy. To tak tytułem dygresji.

Zatem na razie nic nie zapowiada zmiany – nie potrzebuję kupować zegarka sportowego.
Ale pewnie się ucieszę, jak takowy wygram. Jak Joanna: LINK. I bardzo prawdopodobne, że kiedyś zmienię swój na coś nowszego. Na razie jednak nie czuję potrzeby. Wolę obserwować siebie.

Send to Kindle

3 thoughts on “Szczęśliwy biegacz czasu nie liczy

  1. Jak zaczęłam biegać monitorowałam tylko czas biegu, trasę kreśliłam później mniej więcej na mapach w Internecie. Nie było nerwowego sprawdzania co minutę tempa biegu. Czy było lepiej? Było inaczej. Najważniejsze to odnaleźć w tym wszystkim równowagę i nie być niewolnikiem sprzętu 🙂

  2. Hej, trafiłem na Twojego bloga w poszukiwaniu inspiracji do biegania. Nigdy nie mogłem się przemóc chociaż próbowałem już kilka razy wiec doszedłem do wniosku, że może najpierw skorzystam z porad bardziej doświadczonych ode mnie 🙂 Czy myślisz, że powinienem kontrolować czas skoro dopiero zaczynam zwracając uwagę jak zachowuje się moje ciało ?

    • Marku
      czas jest poboczny. Możesz go sobie mierzyć, jeśli uznasz, to za potrzebne Tobie. I równie dobrze możesz go nie mierzyć.
      Proponuję zwykły zegarek ze stoperem, włączać go na czas treningu i potem zapominać o nim, aż do końca treningu. Do tego, możesz zacząć go używać dopiero po kilku tygodniach.
      O wiele ważniejsze jest wyrobienie sobie nawyku do biegania czy innymi słowy przekonania się do niego.

Skomentuj, bo Twoja opinia jest mile widziana :)