Padłeś? Powstań!

Hektolitry wylanego potu, setki przebiegniętych kilometrów. Poranne pobudki, aby przed zajęciem się codziennymi obowiązkami – np. dziećmi i pracą czy innymi zajęciami – zrobić trening.
Wysiłek fizyczny, mentalny i duchowy.
Pot, wyrzeczenia, poświęcenia. Syndrom napięcia przedmaratońskiego. To wszystko w różnej ilości i różnego rodzaju, bo każdy z nas jest inny. Bo każdy z nas sam sobie ustawia poziom wysiłku i wyrzeczeń.

I oto nadszedł wielki dzień. Zawody, do których przygotowywałeś się od miesięcy.
Zawody, na których planujesz zrobić życiówkę. Wymarzony dzień i ambitny cel.
A tu … ups… „coś” nie wyszło i bieg poszedł źle, niezgodnie z oczekiwaniami, klęska.
W głowie panoszy się słowo porażka odmieniane przez wszystkie przypadki a rozgoryczenie
i żal dominują w twoim jestestwie.
Oczywiście, pamiętajmy, że zły bieg a niezgodny z oczekiwaniami to nie zawsze to samo.
Zawody się nie udały.

I siedzisz za linią mety. Z medalem, a jednak rozczarowany i zły. Jeśli dałeś z siebie dużo,
to prawdopodobnie nie masz nawet sił na złość, a tylko na smutek i rozczarowanie.
Tutaj wybitnie pasowała by moja mina po maratonie w Łodzi.

Co dalej?

Może zabrzmieć to brutalnie, ale nic. Wszystko co zrobisz zależy od Ciebie.

Przeżyj emocjonalnie ten swój bieg. Potem zaakceptuj fakt nieudanego biegu.
Pogódź się z tym. Shit happens.
Jednym zdaniem nie ma co (dłużej) rozpaczać. Owszem, trzeba przetrawić swoje emocje i uczucia, bo one są ludzkie. Żal, rozczarowanie, smutek, złość. Ale nie zatracaj się w nich i zaakceptuj, że już po biegu i, że się stało. Możesz rozładować się czy zrelaksować w sobie znany sposób.

Czas biegnie dalej i tylko ty masz wpływ na to co przed tobą. A skoro czas biegnie to zbliżają się nowe, inne biegi. Ba, prawie pewne, że za rok wróci twój bieg w kolejnej odsłonie.
Ale tamten bieg to historia. Przeszłość.

I jak nie masz wpływu na przeszłość, tak masz wpływ na teraźniejszość i przyszłość.
Bo jak już pogodzisz się z faktem nieudanego biegu to warto by się odkuć, nieprawdaż?
Pokazać sobie, że potrafisz i że tamto, to był wypadek przy pracy. Nobody is perfect.
No to do dzieła…

Aby porażkę przekuć w sukces, zamienić ją w lekcję, trzeba wyciągnąć z niej wnioski.
Przeanalizuj sobie, bo kluczowym słowem jest tutaj analiza, swój bieg i trening.
Trening, czyli przygotowania.

Warunkiem, ale to kluczowym warunkiem, jest uczciwość i szczerość wobec siebie.
Albo patrzysz realistycznie na siebie albo idź lepiej pobiegać. Bo oszukiwanie siebie nie ma sensu.
Jak wyciągniesz wnioski, jeśli nie przyznasz się przed sobą do błędu?

Jak to w życiu bywa, ważny jest balans. Nie popadaj w głębsze szczegóły i detale. Zachowaj prostotę. Nadmierna analiza nie pomoże, a wręcz zaszkodzi. Rozpatrywanie detali od każdej możliwej strony to często zły pomysł. Przemyśl swoje przygotowania, swoje nastawienie i swój bieg.

Analiza Billa Rodgersa po nieudanym maratonie bostońskim

Pomocna może być druga osoba. Warunkiem jest, aby pytania pochodziły od doświadczonej osoby, a nie pseudo-eksperta. Po maratonie w Łodzi dostałem kilka celnych pytań od dobrego kolegi Wojtka. Miałem sobie na nie odpowiedzieć z ręką na sercu. I odpowiedziałem, i to nie było przyjemne. Ale było wyjaśniające. Odpowiedzi doprowadziły mnie m.in. do wniosku, że nie starałem się odpowiednio na treningach. Za rzadko wychodziłem ze strefy komfortu. Tutaj przykład mojej analizy:
http://www.piotrfit.pl/2016/12/01/bledylekcjenowawiara

Tylko szczere odpowiedzi dadzą szansę. Szansę na odkucie się.

Bo ostatnim punktem, last but non least, jest odkucie się. Udowodnienie sobie, że potrafię. To pokazanie sobie, że da się. To punkt niezmiernie ważny i będący w synergii z pozostałymi. Rewanż, rehabilitacja, udowodnienie. Wyciągnięte wnioski przekształć w konkretne zmiany.

Moja życiówka z maratonu we Florencji miała właśnie kilka skutków.
Pierwszy to podbudowanie się. Przekonałem się także, że wdrożone zmiany były prawidłowe.
Drugi, że maraton w Łodzi to była cenna lekcja, ale i wypadek przy pracy. Zrobiłem swoje błędy, ale wyciągnąłem wnioski z nich i nie powtórzyłem ich.
Trzeci to, że nie ma sensu rozczulać się za długo nad przeszłością i trzeba patrzeć do przodu. Bo przecież przyszłość czeka. Biegnij 😉

Tak samo Rudzik z Panna Anna Biega opisuje swoje błędy i nastawienie do następnych zawodów:
“Kiedy jednak cofam się o te kilka dni wstecz, zdaję sobie sprawę, że przesadziłem, nawet jak na swój standard, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo i niedbalstwo. Jedyna rzecz, która mnie pociesza to to, że jestem mega zmotywowany do kolejnego startu. Wprowadzam zmiany w treningu, kupiłem w końcu super buty i zegarek, który lada dzień powinien do mnie dotrzeć. Dopiero ten bieg uświadomił mi, jak ogromną pasję znajduję w bieganiu. Przy zasypianiu widzę przed sobą te dwie osoby, które przybiegły przede mną na metę. Teraz wiem, że na starcie kolejnego biegu, dam z siebie wszystko, jak nigdy wcześniej. I to nie będzie bieg na czas czy pozycję. Tylko na znalezienie się po raz kolejny w tak trudnym momencie na finiszu i pokazanie sobie, na co mnie stać.”
Brzmi znajomo?

Podsumowując, są trzy kroki:
1. Akceptacja
2. Analiza
3. Odkucie się

źródła dodatkowe:
https://www.goalcast.com/2017/04/09/moments-adversity-greatest-opportunities/

Jak Wam się podoba takie moje podejście do nieudanych zawodów? Coś byście zmienili?
Macie swoje sposoby na pogodzenie się z porażką?

Send to Kindle

2 thoughts on “Padłeś? Powstań!

  1. Tak jest. A co jak się treningi robi w punkt, wszystkie, bez ściemy, olewania itd, jak jednego dnia brakło 5 min to następnego te 5 min się dołoży (choć te 5 min w skali np. biegu 60 czy 90 minutowego niewiele znaczą). Co wtedy jak na pytanie o treningi nie można odpowiedzieć przecząco? Cały plan zły? czy człowiek za słaby do planu? A plan szyty na miarę do możliwości i zamierzeń osoby. Ja mam z tym problem 🙂 I co wtedy?

  2. Zdecydowanie najtrudniej przyznać się do błędu, a potem zmierzyć ze złością na samego siebie. Zaczyna się “co by było gdyby…” ale takie założenia i tak nie mają sensu. Porażki są fantastyczną nauką na przyszłość, ale żeby umieć z niej skorzystać też trzeba dojrzeć, bo przecież zawsze wszystkie wnioski można po prostu olać i dalej robić to co wcześniej 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *