Pofolgowanie sobie

Mija zima. Dobry moment na post.
I to dobry moment na podsumowanie ostatnich dwóch miesięcy biegania.
Po Walencji zrobiłem sobie miesiąc przerwy. Roztrenowanie, które co roku robię.
A potem biegałem. I głównie biegałem, aby pobiegać. Mniej mi się chciało, mniej przyjemności z tego miałem, mniej mi zależało.

Kilka czynników tego stanu rzeczy wymienię od razu: słaba zima, pofolgowanie sobie, brak słońca, używki, jakiś brak chęci. Co do braku chęci przemyślę to. Czynniki te każdy z osobna może normalnie nie znaczyłyby dużo, ot cegiełki, ale razem postawiły solidny mur. Na drodze solidnego biegania.

Słaba zima. Prawdziwa zima – biała i śnieżna – przyszła pod koniec stycznia, w lutym królowała z przerwami, aby w marcu wyskoczyć znienacka. Taki klimat, niestety.
W połączeniu ze smogiem i brakiem słońca niezbyt mnie to motywowało do wyjścia na bieganie. Ot, wychodziłem po pracy, jednak aby pobiegać, nie dla biegania.
Odbiłem sobie to częściowo, gdy w końcu przyszła zima. Po pracy wsiadałem auto, pod Dębowiec, czołówka na głowę i dalej do Wapienicy lasem i Palenicę. Pod rząd kilka razy, bo trzeba wykorzystać te kilka cm śniegu. A w weekend Klimczok, Szyndzielnia, Błatnia, Stefanka w różnych konfiguracjach. I w końcu moje biegowe cieplejsze rzeczy mogłem wyjąć. Bo już planowałem przeprowadzkę na daleką północ. Nowe legginsy, kurtka w szufladzie, skarpetki wodoodporne wołały o użycie. A tak mogłem je amortyzować 😉 Nie mówiąc o butach trailowych. Bo ja rzadko używam takich butów. Więcej razy wystarczy mi zwykła szosówka. Ale po śniegu, w lesie i w górach pośmigałem w Pearl Izumi N1 Trail.

Pofolgowanie sobie. Używkami. Więcej kawy. Gdy ma się dobrą kawę w pracy i ekspres (pokrętło i guziczek) to trzeba mieć silną wolę i przemyślenie. Rzadko z tego korzystałem i kilka kubków espresso szło dziennie. Od czasu do czasu yerba. A jeszcze do niedawna potrafiłem zrobić sobie “detoks” od kawy – 2 tygodnie bez łyka.
W końcu stwierdziłem: dość! W pracy piję yerbę, a kawę tylko w domu i tylko w weekendy.
Od kilkunastu dni trzymam się tego postanowienia. Yerba świetnie pobudza a silną wolę mam.
Druga używka to alkohol, pod wredną … pod smaczną postacią rumu. Jeśli robisz sobie drinka to nie tyle samo rumu co dwa razy słabszej wódki. A, że smakuje wybornie i w dobrym drinku nie czuć tej mocy, to trochę sobie pofolgowałem. Żadnego pijaństwa itp., po prostu organizm przyjmował większe stężenie alkoholu. A i bieganiu i kondycji się to nie przysłużyło. Do tego więcej jedzenia – np. przez jakiś czas jadłem spory posiłek w pracy. Połączmy to z obfitą kolacją i mniejszą ilością biegania. Waga stanęła na 70-70,5 kg. Moja waga startowa to 3-4 kg mniej. Zatem spora różnica. Miałbym ją gdzieś, i to szybko … gdybym zaczął regularnie, solidnie biegać. A tak jest oponka. Dyskretna, ale ja swoje wiem. I akceptuję to. Do czasu.

Plany wiosenne. Zapisany i opłacony jestem na dwie dyszki – Fortuna w Cieszynie i Bieg Fiata w Bielsku-Białej. Miał być Półmaraton Żywiecki, jednak ostatecznie wybrałem saunę i basen solankowy oraz śniadanie w formie szwedzkiego bufetu. Trafiła się okazja to skorzystałem. Sentyment do żywieckiego biegu miałem przez dłuższą chwilę, ale pobiec tylko, aby pobiec? Kilka lat temu pewnie bym pobiegł, bo wtedy miałem inne nastawienie. Dlatego od 2010 roku nazbierało mi się ponad 100 zawodów. O medalach nie wspomnę. Teraz jednak, mając w perspektywie brak formy i bieg w środku stawki. Nie, nie chce mi się …
I nie, nie jestem aż takim leniem. Po przyjechaniu do Ustronia odsapnąłem i poszedłem zasłużyć na wyżej wspomniane przyjemności (i wieczorną pizzę z piwem z Browaru Zamkowego w Cieszynie). Asfaltową drogą wbiegłem 2 razy na Równicę (znów te góry, albo raczej znów te podbiegi), pokręciłem się trochę po lesie w okolicach wierzchołka. I wyszło 2 h 15 minut biegu. Chyba zasłużyłem 😉

Podsumowując to był taki sobie okres. Nie czułem potrzeby zmuszania się, zatem odpuściłem treningi. Trasy bielskie nudziły mnie, brak słońca demotywował. Nogi mam silne – góry się kłaniają – gorzej z kondycją i ogólna formą. Bieganie w górach wybijało się na tle mojego biegania, choć o to nie było trudno. Na szczęście będzie więcej słońca!

Send to Kindle

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *