Jak zostać górobiegaczem?

Góry i bieganie, czyli … odkrywamy w sobie górskiego biegacza.

Jak skutecznie i przyjemnie zacząć swoją przygodę z biegami po górach?

Jakie kroki poczynić, jeśli w tej dziedzinie nie mamy żadnego doświadczenia lub jest ono niewielkie, natomiast chcemy choć częściowo zamienić ulice miast czy alejki parków na górskie szlaki?

Bieganie po górach wymaga odpowiedniego przygotowania, bo znacząco różni się od biegania po płaskim. Nawet jeśli mamy niemały już staż w bieganiu, to jednak pierwsze zetknięcie się
z biegiem po górkach, może obnażyć nasze słabe strony. Nie ma nic za darmo, dlatego też do swobodnego przemieszczania się biegiem przez, nawet najmniejsze, szczyty musimy odpowiednio i cierpliwie się przygotować. Nie od razu Rzym zbudowano… tak nie od razu wbiegniemy na Szyndzielnię, Babią Górę czy zrobimy sobie długie wybieganie górską granią.

Poniższe porady są przede wszystkim dla ludzi chcących pobiegać w górach, a niemających odpowiedniego doświadczenia. Skorzystają także osoby, które chcą po prostu włączyć podbiegi w swe treningi. Wpis oparty jest na podstawowych radach i na zasadzie stopniowej adaptacji. Jednak podstawowe oznacza niezbędne.
Przez “góry”, czasem “górki” mam na myśli i stricte góry np. Beskidy oraz teren pagórkowaty, i inne pochyłości terenu 🙂

Zapytacie, dlaczego warto dobrze przygotowywać się do biegania w górach? Nie lepiej zignorować i po prostu pobiegać?

Warto dobrze się przygotować, aby uniknąć:
– nieefektywnych treningów,
– kontuzji,
– przetrenowania,
– słabego startu,
– ogólnego rozczarowania się (które często jest rezultatem poprzednich punktów, ale nie musi).

A w zamian mieć przyjemne – co nie znaczy, że nie męczące 😉 – i satysfakcjonujące bieganie w górach. Bez wyżej wspomnianych negatywnych rezultatów. Ponieważ, tak da się.

Ameryki nie odkryję 😉 Ważne jest wspomniane przygotowanie. To fundament, i fundamentów nie przeskoczymy. Chyba, że chcemy coś zawalić. Na sukces tutaj rozumiany jako bezproblemowe bieganie w górach trzeba sobie stopniowo zapracować. A jeśli bieganie sprawia nam przyjemność, a powinno, to takie zapracowanie to de facto przyjemność.

I Akcent treningowy

Rozejrzycie się w swoich okolicach biegowych i znajdźcie lekkie wzniesienia takie jak pagórki, droga wiodąca w górę czy schody. To także może być bieżnia z odpowiednim nachyleniem.
A nawet garaż piętrowy – tutaj proszę uważać na ruch samochodów:

“Seek out an empty parking garage during off hours (in the early morning, evenings or on weekends) where you can run from bottom to top—or one level to the next—without much interruption. Be sure to stay alert and watch for traffic, and if the garage is dimly lit, wear something visible to allow drivers to see you clearly.” bit.ly/1tZSv91 z running.competitor.com

Dopasujcie swoją górkę do swoich możliwości. Górka powinna mieć lekkie nachylenie, nie być za stroma ani za długa. I wbiegajcie na nią. W zależności od waszego poziomu biegowego
i dostępności górek w waszych terenach biegowych i co za tym idzie rodzaju podbiegu – wbiegajcie kilka razy, wracając truchtem. Nie kończcie treningu będąc (za) bardzo zmęczonym – nie o to chodzi w treningu.

Czas pokonania tej górki powinien być mocno zbliżony w każdym kolejnym powtórzeniu, dlatego lepiej ten pierwszy podbieg zrobić minimalnie wolniej niż nam się wydaje.

Jak oswoicie się ze swoją górką, czyli kilkukrotny wbieg będzie komfortowym wysiłkiem, poszukajcie następnej górki.

Dodatkową i znaczącą korzyścią jest urozmaicenie treningów.  Rutyna w treningach, ciągłe powtarzanie tego samego jest jednym z czynników powodujących przetrenowanie.
Często niedocenianym czynnikiem.

Tip: gdy wbiegniecie na górkę nie zatrzymujcie się. Kontynuujcie ruch, chociażby marszem. Jeśli nie możecie, to zatrzymajcie się, odetchnijcie i przemyślcie mniejszą górkę następnym razem. Obserwujcie i słuchajcie swojego organizmu.

Możecie włączyć podbiegi normalne bieganie, w długie wybieganie albo zrobić jeden dzień&trening podbiegów. To ostatnie jest optymalnym rozwiązaniem, zwłaszcza dla początkujących osób.

II Akcent pieszy

Choć wymagający terenu górzystego to w razie możliwości urządzajcie sobie wyprawy turystyczno=marszowe w góry. Organizm skonfrontowany z nowymi bodźcami jak podejścia, zejścia zacznie się rozwijać. Wzmocnicie swoje ciało, w ten sposób adaptując je/się do tego rodzaju wysiłku. Obok gór mogą to być dłuższe spacery uwzględniające podejścia – zamiast wyjazdów w góry. Także rower jest dobrym rozwiązaniem. Poza tym poznacie jakim wymagającym i ekscytującym środowiskiem są góry.

Sam marsz w bieganiu w górach jest ważny. Nieraz na zawodach zdążyłem się o tym przekonać.

III Akcent mentalny

Tutaj krótko o roli odpowiedniego nastawienia się. Trenowanie górek może być wyzwaniem dla psychiki. “O nie, znowu te podbiegi” albo “nie dam rady”. Nie nastawiajcie się negatywnie, albo pisząc odwrotnie nastawcie się pozytywnie. I jednocześnie realistycznie, bo jeśli przeszacujecie swe możliwości to takie myśli mogą przyjść.
Temat ważny, wymagający rozwinięcia, jednak nie w tym poście.

To powinno być raczej oczywiste, jednak podkreślę: cieszcie się swoim bieganiem.
Cieszcie się swoimi górkami. Cieszcie się wyprawami w góry. Krajobrazy, poczucie wolności, satysfakcja z powziętego wysiłku, zdobycia jakiegoś szczytu. Nie na darmo wiele swoich treningów w górach opisuję z użyciem zwrotu “zaspokajam swoje potrzeby duchowo-estetyczne”…

IV Wyprawy biegowo-marszowe w góry

To jest opcja dla bardziej doświadczonych biegaczy. Tacy, którzy chcą i mogą już pobiegać
w górach. W tym przypadku możliwości są dwie:
– marsz pod górę, bieg po płaskim i w dół
– naprzemienny marsz z bieganiem.

Planując biegową wycieczkę uwzględnijcie profil trasy, czyli różnicę przewyższeń, rodzaj górek. Ten sam dystans na płaskim to inny wysiłek w górach. Innymi słowy, komfortowe 20-30km po płaskim to nie będzie to samo w górach.

Pamiętajcie o odpowiednim przygotowaniu logistycznym. Pisząc krótko: odpowiednie ubranie, prowiant, telefon. Bezpieczeństwo i nasze zdrowie wymaga przygotowania się.

Przykładowo: gdy wraz ze znajomym spod Warszawy wybraliśmy na dwie wycieczki biegowe po Beskidzie Śląskim (to góry położone ok. 4 kilometry obok mojego miejsca zamieszkania) do naszych plecaków trafiły: naładowane telefony komórkowe, mapa, woda&napój, jedzenie, lekkie ubranie, trochę drobnych pieniędzy. Dodatkowo poinformowaliśmy o trasie
i przewidywanej porze dotarcia zaufaną osobę.

V Akcent ogólnego przygotowania mięśniowego.

“Well, all of that extra impact and braking force has to be absorbed somewhere. The quads probably take the brunt of the increased braking force, while impact is probably dealt with in the same way normal impacts are dealt with, by distributing it through the muscles, tendons, joints, and bones of the legs.”
http://bit.ly/15G8Zx9 z runnersconnect.net

ten cytat powyżej wyjaśnia czemu bieganie w górach jest bardziej wymagające dla naszego organizmu niż płaskie bieganie. I także czemu ważne jest zadbanie o mięśnie nóg,
oraz o ogólny rozwój całego ciała. W bieganiu pracują nie tylko nogi. Pełen rozwój całego ciała to efektywniejsze bieganie, mniej kontuzji, większe postępy. Jak to osiągnąć to inny temat, polecam zapoznanie się z tematyką core stability, jogi, warto także pływać, ćwiczyć siłowo – zwłaszcza przysiady. Same nogi nie biegają.

Pisząc ten tekst opierałem się na swoim 5 letnim doświadczeniu, w tym rok biegania
w Beskidach – o tym w następnym poście. Bieganie po górach to wymagająca aktywność, jednocześnie dająca dużo przyjemności i satysfakcji. Warto stopniowo do tego się przygotować. To co dłużej wypracowane, zostaje na dłużej. I cieszy dłużej.

Za konsultacje oraz rozmowy dziękuję Agnieszce Faron, Arturowi Żak z grupy Aktywny Wałbrzych, Arturowi Pelikanowi, Piotrowi D., Konradowi z VegeRunners oraz Joannie Kurek.

źródła oraz niektóre dodatkowe lektury:
http://runnersconnect.net/running-training-articles/how-to-run-hills/
http://www.runnersworld.com/mountain-training/how-to-train-for-mountain-running
http://www.runnersworld.com/race-training/mastering-hill-workouts
http://www.runnersworld.com/trail-running-training/mountain-running-tips
http://running.competitor.com/2013/11/training/hit-the-hills-reap-the-benefits_44838/1
http://triszerpa.pl/jak-trenowac-podbiegi-zwiekszyc-na-nich-szybkosc/

 

Send to Kindle

Poznawczy odpoczynek

Hej Wam

u mnie trwa roztrenowanie, inaczej odpoczynek.

Podczas tego okresu nie biegam. Nic. Jak odpoczynek to odpoczynek. I fizycznie i dla głowy.
Swoją dużą potrzebę ruchu zaspokajam na trzy sposoby. Podzielę się nimi z Wami 🙂
i mam nadzieję zainspiruję do rozejrzenia się wokół siebie w poszukiwaniu turystycznych atrakcji.

Pierwszy sposób to jazda rowerem. Korzystając z pożyczonego roweru i ładnej pogody pozwiedzałem okoliczne góry: Beskid Śląski i Beskid Mały.

Tą krótką, bo kilkudniową przygodę z rowerem zacząłem stopniowo – jak to ja, rozsądnie 😉
Najpierw miałem siły na mniejsze górki, po kilku dniach bez problemu wjechałem na Klimczok (1017m n.p.m.) robiąc 25 km w górach. Nie sądziłem, że pierwsze podjazdy będą wymagać tyle sił, cóż nowe dla mnie doświadczenie.

A wielką zaletą roweru jest szybsze przemieszczanie=więcej miejsc do zwiedzenia i podziwiania oraz korzystanie z innych mięśni niż przy bieganiu tudzież wędrowaniu.

Drugi sposób to korzystanie z przemieszczania się na własnych nogach: spacery i wędrówki górskie. Spacer zazwyczaj jest po płaskim i pagórkowatym terenie, bo w Bielsku-Białej trudno o inny teren. Za to wędrówki górskie zgodnie z nazwą – po górach. Taki 30 km marsz w górach, z podchodzeniem i zejściami potrafi solidnie zmęczyć i oferuje wymierne korzyści:

– zaspokaja głowę = potrzebę ruchu, gdy trwa odpoczynek od biegania,
– wzmacnia mięśnie, ścięgna,
– wyćwiczony marsz przydaje się w biegach górskich, gdy trzeba maszerować pod górę,
– ma walory turystyczne,
– ma walory estetyczne.

Walory estetyczne szczególnie, bo wystarczy spojrzeć na poniższe zdjęcia, które zrobiliśmy na dwóch weekendowych wyprawach w lokalne góry tj. Klimczok, Magurka Wilkowicka, Czupel.
I galeria z Beskidu Śląskiego 22 listopada
II galeria z Beskidu Małego 23 listopada.

A propos walorów turystycznych to niedawno LosWiaheros wrzucili na swój blog post z opisem rowerowej wycieczki po Beskidach pod jakże wymownym tytułem “Cudze chwalicie,
a swoje znacie?”

A kilka dni po tym artykule wybrałem się na kolejną górską wycieczkę rowerową, i tak to skomentowałem tą wyprawę:

“kilka dni temu przeczytałem ten wpis (z loswiaheros- dop. mój), skomentowałem …A dziś znów wybrałem się na rower w góry. Od kilkunastu dni korzystam z posiadanego roweru i jeżdżę po okolicznych górach ( Bielsko-Biała i góry kilka km od bloku – ech). Taka fajna opcja aktywności obok biegania. I dziś widoki mnie prawie powaliły. Niestety użyjcie wyobraźni, albo wpadnijcie do mnie to Wam pokażę, bo fotek brak, nie zabrałem aparatu. Taka sytuacja dla przykładu i nakierowania Was: wjeżdżam na Klimczok a tam słonko w górze i morze chmur dookoła a masywy górskie jako wyspy albo góry lodowe. Imagine it…

Bajka bajka… aka cudze chwalicie.
I wspaniale to nawiązuję do wpisu z LosWiaheros”.

Te rejony górskie poznaję od stycznia tego roku, kilka razy w miesiącu je odwiedzam. I jak widać odkrywam je na nowo.

Rozejrzyjcie się wokół siebie i poszukajcie miejsc, które są obok Was, a których praktycznie nie znacie.
Albo znacie, ale rzadko dostrzegacie ich walory, plusy.

Za pomoc przy zdjęciach dziękuję Róży,  autorzy zdjęć: ja, Joanna Kurek.

Send to Kindle

Przerwa ma swoje prawa

Tak, ma swoje prawa.

Powody przerwy w bieganiu mogą być różne.
Kontuzja, wypalenie, celowe roztrenowanie itp.
Powód przerwy nie jest specjalnie ważny. Zajmiemy się powrotem do biegania po takim okresie niebiegania.
Wpierw, przytoczę swoje doświadczenia w temacie przerw.

Przerwę od biegania robię sobie dwa razy w roku. Od dwóch do czterech tygodni.
Szczególnie pamiętam dwie letnie przerwy: po cztery tygodnie pauzy, w 2012 i 2013 roku;
na przełomie lipca i sierpnia. Zaplanowane były dwa tygodnie. Z powodów poważnych zranień kostki (1. raz) i kolana (2. raz) musiałem przedłużyć przerwę, aby rany
się zagoiły. Bieganie nie sprzyjałoby procesom gojenia, wręcz przeciwnie.

W obu przypadkach powrót do biegania nastąpił w sierpniu. Po obu niebiegowych okresach
miałem w planach maratony. W 2012 r. w połowie września maraton we Wrocławiu oraz rok później w Warszawie. Ten drugi był szczególnie ważny, bo prowadziłem zawodników jako pacemaker.

Co musiałem zrobić w obu przypadkach? Przede wszystkim dobrze wrócić do formy, co było kluczowe przy zobowiązaniu bycia pacemakerem. Nie mogłem złapać kontuzji, nie mogłem się przeciążyć. A mając kilka tygodni do biegu łatwo było się może nie przestraszyć, a wyłączyć rozsądek.
Nie ze mną takie numery…

W obu przypadkach sukcesywnie wracałem do biegania. Wydłużałem stopniowo czas trwania treningów. Biegałem i pilnowałem odpoczynku. I spokojnie, poniżej 4 h (zgodnie z moim postanowieniem biegania maratonów w mniej niż 4 h) przebiegłem oba maratony.
I potem dalej biegałem, do końca sezonu, bez przerw i jakichkolwiek problemów zdrowotnych czy mentalnych.

Szczególnie dumny jestem z powrotu po przerwie przed Maratonem Warszawskim.
Miotały mi się w głowie myśli, żeby zrezygnować z prowadzenia. Bo miałem ok. pięciu tygodni powrót do formy, pozwalającej na przebiegnięcie maratonu w czasie 3.54.00-3.54.59,
w odpowiednim tempie i sposób. Dobrze to zaplanowałem i zadanie wykonałem, o czym możecie poczytać w gościnnych relacjach.

W kwietniu tego roku zrobiłem sobie przerwę. Około półtora miesiąca nie biegałem,
z wyjątkiem dwóch – trzech biegów. Gdy wróciłem do biegania przeszacowałem swoje siły. Dodając do tego inne czynniki, takie jak pogoda, dwa pierwsze treningi to były marszobiegi.
Po prostu za długi dystans&czas trwania treningu wybrałem. Tempo było w miarę dopasowane.

Przerwa ma swoje prawa. Przesadzicie z intensywnością tj. wrócicie za szybko i za mocno po powrocie – ryzykujecie nawrót kontuzji, złe przygotowanie do kluczowych biegów, przeciążanie, zły nastrój, brak motywacji itd.
Warto?

Dlatego rozważnie wracajcie do biegania po przerwie. Obserwujcie swój organizm, miejcie na uwadze, że organizm musi wrócić do wysiłku biegowego. Jak wracać? To kwestia indywidualna, obserwujcie swój organizm i biegajcie z głową. I tak samo wracajcie z głową. Przerwa ma swoje prawa. Dajcie sobie czas na ponowną adaptację, a nie próbujcie przyśpieszać, aby odzyskać “zmarnowany” czas.

Podsumowując:

dopasujcie swoje treningi do czasu trwania i powodu przerwy,
nie zakładajcie, że po długiej przerwie będziecie w super kondycji,
sukcesywnie zwiększajcie czas i intensywność treningów.

Przerwa ma swoje prawa.

Send to Kindle

Niespodziewany rekord niezdecydowanego biegacza.

To był dziwny maraton. 42 kilometry i kilkaset metrów.
Zrobiłem życiówkę, zatem papa mojemu rekordowi 3.38.20 sprzed 5 maratonów,
bo aż z debiutu z 2011roku. A do 30km nie planowałem i nie sądziłem, że ustanowię swój rekord na tym dystansie.
A jednak zrobiłem to.

W piątek, dwa dni przed biegiem, przy pakowaniu podjąłem decyzję o pobiegnięciu.
Miałem spory dylemat czy i jak biec.Postanowiłem, że pobiegnę na luzie, lekko poniżej 4h. Przyjąłem sobie postanowienie, iż maratony staram się biegać poniżej 4h. Wyjątek to biegi
z kimś, jako pacemaker. Jestem na tyle “wyrobiony biegowo”, że ta granica czasowa jest w moim zasięgu, bez ryzykowania kontuzji i bez specjalnych przygotowań=poświęceń treningowych.

Szybkie przebranie się, spotkanie znajomych z Gdańska (pozdrawiam!) i wędrówka na start.
W międzyczasie przypadkowe, ale jednak spotkanie z Konradem, znajomym biegaczem.
Konrad planował szybki bieg na ok 3.10-3.15 a poszło mu tak:

http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=2&action=44&code=41279
Konrad, gratulacje za świetny bieg, miło było tak przypadkiem Cię spotkać i życzyć
Ci powodzenia!

Na starcie biegu spotykam Macieja. Stoimy przy pacemakerach biegnących na czas 3.45. Postanawiam biec w tym tempie z nimi i Maciejem. I biegnę tylko przez kilkadziesiąt metrów od linii startu…
Za szybko dla mnie i zwalniam do komfortowego dla mnie tempa. Biegnę z boku, aby inni mogli mnie wyprzedzić. I do 5. km biegnę tuż przed grupą pacemakera na 3.55.

Na 5. km jest zakładka – mijamy się z późniejszymi biegaczami. Myślę wtedy, aby skręcić
w prawo i pobiec ze swoją przyjaciółką, która biegła w wolniejszej grupie.
Moje patrzenie i w domyśle zastanawianie się świetnie widać na jednym ze zdjęć.
Decyduję, że jednak pobiegnę dalej sam, swoim tempem. Kilometry mijają, ja stopniowo
co kilka km przyśpieszam. Wszystko zgodnie z tym co mówi mi mój organizm.

Za miłym dla oka i duszy odcinkiem w Łazienkach widzę Marka, kolegę biegacza z Gdańska. Tym razem kibicował i fotografował. I praktycznie biegał jako kibic 🙂 Gdy się wtedy spotkaliśmy na trasie podbiegł kilkanaście metrów do przodu, aby uwiecznić mnie na zdjęciach. Dziękuję Marek, zdjęcia wyszły świetnie 🙂

W okolicach 20. km widzę przed sobą grupę na 3.45 oraz Macieja. Ucieszyłem się.
Zwolniłem troszkę i razem biegliśmy wymieniając do czasu do czasu kilka zdań. Na 28–30. km stwierdzam, że dla mnie jest za wolno i czas przyśpieszyć. Celowałem wtedy w czas ok. 3.40, a im mniej tym lepiej 🙂

I właśnie te 12 ostatnich km, po 30 km w nogach biegło mi się fantastycznie. Od 30. km biegnę w tempie 4.57minut/km, od 35. km – 4,37, a od 40. km – 4.13. Na trasie mijam znajomych biegaczy GoldenTeamu w roli kibiców i Vanessę z Tomkiem*. Im bliżej mety, mijając kolejne oznaczenia kilometrów i spoglądając na stoper, szacuję, że mam poważne szanse na życiówkę. Zatem przyśpieszam i po prostu biegnę, kontrolując na ile mogę sobie pozwolić.
Na pełnym szczęściu, z przybijaniem piątki kibicom. Z chłonięciem dopingu. Z uśmiechem. Zbliżając się do mety wiedziałem, że faza “breaking the record” trwa. Zatem gnałem sobie
i gnałem.

Wbiegam na stadion, decyduję się na sprint do mety. Za ostatnim zakrętem rzucam okiem na metę i widzę dwa wejścia – po mojej lewej wbiegają biegacze, po prawej pusto. Ogarniam wzrokiem czy tu i tu są fotografowie – są – zatem decyzja szybka– finiszuję sam na prawo. Kilka zdań tekstu, a wtedy zajęło mi to sekundę. Dzięki temu fotograf zrobił mi świetne zdjęcia, a ja mam te zdjęcia 🙂

 I poprawiłem swój rekord w maratonie o ponad 2 minuty– na 3.36.12 – ot tak sobie, niespodziewanie sam dla siebie. Zmęczony, ale nie skatowany.

* Dzięki Vanessie i Tomkowi mieliśmy porządnej jakości kibicowanie i wsparcie na trasie i gościnę. Biegacze biegaczom robili dobrze. A żel Tomek na trasie przekazał mi w sposób wzorowy. Vanessa i Tomek dziękuję Wam 🙂

Gratulacje dla Wszystkim Maratończyków 🙂

Podsumowując ustanowiłem swój rekord w biegu maratońskim. Z uśmiechem na twarzy,
z satysfakcją, zatem tak jak lubię i wg. mnie powinno być. Sporo znajomych mówi, że mam potencjał na lepszy czas. Wg. kalkulatorów wychodzi możliwy czas o kilkanaście minut lepszy. Z jednej strony kręci mnie taki ambitny czas, z drugiej strony mam kilka wątpliwości.
Pożyjemy, zobaczymy…

 

Send to Kindle

Twój maraton, Twoja decyzja.

Chcesz pobiec maraton – a na ile to jest Twoja decyzja?
Innymi słowy – na ile jest to Twoja autonomiczna decyzja, cel, marzenie?

Wielu z nas biegaczy chce pobiec maraton. Tak to często bywa, że wciągając się
w bieganie w końcu przychodzi myśl o przebiegnięciu maratonu. Z różnych powodów.
Moimi były chęć sprawdzenia co to jest ten maraton i sprawdzenia siebie na tym dystansie.

Sporo czytam o bieganiu w Internecie i rozmawiam ze znajomymi. I w tym szumie informacyjnym widać wiele tekstów o maratonie. I wiele zachęt do przebiegnięcia maratonu. Ba, trafiłem na tekst, że ktoś kto maratonu nie przebiegnie ten nie jest biegaczem.
Bardzo wątpliwa teza 😀
Wielu moich biegających znajomych jeszcze czeka na swój maraton albo nie chcą go pobiec – nie są biegaczami wg. autora tej tezy.

To Wasza decyzja, wyzwanie, marzenie – przebiec maraton. Trzymam kciuki za treningi
i życzę powodzenia na biegu. Bo przebiec maraton to wspaniała rzecz. I o tyle wspaniała,
o ile szczególnie sam o to zadbamy – odpowiednio się przygotowując. Dlatego w świetle tych namów i komentarzy pamiętajcie o tym, że maraton to wyzwanie i warto dobrze się przygotować i samemu podjąć decyzję. Odseparować namowy i komentarze typu “kiedy maraton?” “zrób szybko maraton”. Niech to będzie własna Wasza decyzja.

Podkreślę: to przyjemność realizować swoje pasje i cele. Sam biegam, choć akurat maratony rzadko. Bo dla mnie maraton to m.in. wyzwanie. Warto odpowiednio się do niego przygotować, a jednym z elementów jest odpowiedzenie sobie na pytanie – na ile ta chęć przebiegnięcia maratonu jest moja własna?

Zadajcie sobie pytanie na ile chęć przebiegnięcia maratonu jest Waszą decyzją?
Nie poddaną wpływowi przekazów medialnych, namowom i komentarzom innych ludzi.

Każdy biega swoje, każdy ocenia po swojemu, zatem pamiętajcie o zasadzie “use your jugdement”.

Jeżeli macie jakiekolwiek pytania lub po prostu chcecie podyskutować, to zapraszam do komentarzy

Send to Kindle