We are not robots

Dużo czasu minęło od ostatniego wpisu.

Pokrótce pisząc, było to wynikiem szczególnie rozczarowania maratonem, ale błędem byłoby napisać, że to był główny powód. Potrzebowałem czasu, aby napełnić studnię*.
I pozałatwiać swoje sprawy. Bo życie zaskoczyło mnie zmianami. A ja nie byłem na nie należycie przygotowany.

Po wspomnianym rozczarowaniu potrzebowałem odpoczynku. Fizycznego i przede wszystkim psychicznego. Przeanalizowałem oczywiście przygotowania do maratonu. Trzeba było wyciągnąć odpowiednie wnioski i je zaimplementować.

Dla przypomnienia – zrobiłem życiówkę 3.20.50 poprawiając o ok. 6 minut swój poprzedni rekord.
Moją (nie)wielką radość z tego biegu, niech tłumaczy sytuacja, która wydarzyła się na peronie w Łodzi. Ja, moja przyjaciółka Asia i nasza gospodyni Magda czekaliśmy na nasz powrotny pociąg. Asia powiedziała do Magdy: „to nie jest normalny, zadowolony Piotr”.
Bo nie byłem sobą. Przybita mina, brak chęci do uśmiechu i rozczarowanie biły po oczach tych, co mnie znają.

Zrobiłem sobie przerwę. Po każdym maratonie odpoczywam, aby organizm wrócił do stanu około wyjściowego. 42 km – w moim przypadku w tempie 4.46 pierwszy raz w życiu – powoduje spore „spustoszenia” w ciele. Polecane są różne długości odpoczynku,
ja odpoczywam około 4 tygodni, traktując to jako jedną z dwóch przerw regeneracyjnych
w roku. To moje tak zwane wynagrodzenie odpoczynkiem. Im lżej, czyli poniżej swojego maksymalnego poziomu biegnie się maraton, tym można rozważyć krótszą przerwę.
Ja stosuję zasadę maratonu w systemie wiosna-jesień albo tylko raz w roku. I to biegniętego na maxa, chyba że pojawią się nieprzewidziane okoliczności

Jednak przede wszystkim chciałem odpocząć psychicznie. Mentalnie byłem rozczarowany.
I zestresowany, i do tego nie tylko biegiem. Przełom roku 2015 i 2016 oraz kilka pierwszych miesięcy to konieczność zmierzenia się z dużą i niespodziewaną dawką stresu. Nie chcę tutaj dzielić się konkretnymi faktami, ale musiałem zmierzyć się z wyzwaniem szukania nowej pracy, a potem kolejnej. Zainteresowani wiedzą, że było ciężko i dlaczego.
Pomijam także kwestie moich ambicji, pewności siebie i nastawienia psychicznego.
Owszem, nauczyłem się szukać plusów, jednak trochę to wszystko mnie przerosło. Dziękuję bliskim za konieczne wsparcie.

Podczas tego okresu czasu – szukania pracy, pracowania i znów szukania – nie miałem głowy do biegania. Owszem biegałem. W końcu to bardzo lubię – i to pomimo siódmego roku biegania w nogach i w głowie 🙂
Ale:
– minimalnie czytałem o bieganiu, tyle by być na bieżąco,
– po maratonie zrezygnowałem z wpisów na endomondo,
– nie miałem chęci, ani odporności psychicznej do ciężkich treningów.
To ostatnie było jednym z decydujących czynników takiego, a nie innego wyniku w maratonie.

Podsumowując, nie pisałem także na blogu. Chęci na zajmowanie się bieganiem wystarczało mi głównie na bieganie. Samo bieganie i tylko to.

Nawet skupiając się na planowanym maratonie, schowany z tyłu głowy stres oddziaływał na mnie. I nawet zachowując na zewnątrz spokój, to i tak ten stres miał na mnie olbrzymi wpływ. Na moją gotowość do walki na treningach i na trasie maratonu. I na mój organizm. Jak to lubię powtarzać – we are not robots – nie jesteśmy robotami, mamy swoje uczucia, emocje, świadomość!

Nagromadzony stres, niepewność co do wyników rozmów kwalifikacyjnych, a tu trzeba było odliczać dni do startu, dopilnować logistyki oraz mentalnie się przygotowywać.

Maraton, biegnięty na życiówkę, to wielkie wyzwanie. Wymagający obok przygotowania fizycznego także odpowiedniego przygotowania mentalnego. To nie jest bieg na 10 km, gdzie można polegać na sile fizycznej i dostępnych zasobach mentalnych. Dostępnych, czyli chodzi po prostu o przeciętnego biegającego człowieka, który jest w stanie utrzymać motywację
i przez to użyć także głowy w biegu na 10 km. Dłuższe biegi wymagają mocniejszej głowy. Wyrażając się precyzyjniej wymagają używania także naszej psychiki w czasie biegu. Przykładów z historii można mnożyć.

I tej odporności psychicznej mi zabrakło. I przez to także, ale to moja wina, nie skupiłem się na biegu. Bo gdybym się skupił, to wiedziałbym już przed biegiem jak pobiec.
Nie popełniłbym pewnych błędów. Bo je popełniłem, i to takie, których normalnie bym nie popełnił. Prawdopodobnie jestem za surowy w stosunku do siebie, ale tak już mam. A spory udział w moim podejściu miały permanentny stres i moja obniżona mocno odporność psychiczna. Bo swoje zrezygnowanie mentalne na biegu widziałem na trasie…
Obok niewystarczającego przygotowania fizycznego.
W okresie maratońskim zatem moimi celami było pozałatwianie spraw wymagających zakończenia. Ustabilizowanie życia zawodowego. Działałem na bieżąco, ale rozwiązywanie tych problemów musiało potrwać, a maraton trzeba było pobiec.

Odpocząłem psychicznie. Załatwiłem swoje sprawy. I przede wszystkim napełniałem swoją studnię.
Co to znaczy?

Wróciłem do biegania, gdy poczułem jego brak. Odpuściłem sobie na razie ambicje czasowe
i skupiłem się na „bawieniu się” bieganiem. Co nie znaczy, że nie było ciężkich treningów. Były. Były solidne podbiegi, bieganie dzień po dniu, mocne zawody, 2h w upale w słońcu bez wody.
Biegałem w lokalnych zawodach – https://asiaprosto.wordpress.com/2016/06/05/biegam-lokalnie/ – i zgodnie z zasadą „przerwa ma swoje prawa” rozważnie wróciłem do biegania.
Z racji innego systemu czasu pracy biegam inaczej niż do tej pory. Cieszę się starymi trasami biegowymi i odkrywam nowe. I cieszę się tym bieganiem.

Potrzebowałem także czasu na oswojenie się z pozornym zwycięstwem z Łodzi.
I na załatwienie swoich wspomnianych spraw, bo one były ważniejsze.
Jak to pisałem przy przygotowaniach do poprzedniego rekordowego maratonu Maraton Beskid Niski (Gorlice-Wysowa Zdrój 2015) niepotrzebny stres … jest niepotrzebny.

I tak, niejako przy okazji, na koniec, pamiętam o plusach. Bo mimo tych gorzkich zdarzeń wiele się nauczyłem. I niektóre z tych lekcji to pozytywne rzeczy. A i moja wiedza o biegowym sprzęcie znacząco się zwiększyła, a i (chyba) odkryłem swoją nową pasję.
I nadal biegam. Bo to kocham. I biegam po swojemu, dla siebie.

* Termin ten zaczerpnąłem z książki „Biegać mądrze”, Richard Benyo i inni.

Send to Kindle

Upał i porady Piotra – post gościnny.

Poprosiłem znajomego biegacza i trenera Piotra Suchenię o wywiad o bieganiu w upale.
Piotra karierę i biegowe życie możecie śledzić na jego blogu http://www.run-passion.pl/,
na który zapraszam 🙂

Poniżej odpowiedzi Piotra, moje kwestie kursywą.

Dla mnie kwestia upału jest prosta, biegaj w upał, jak chcesz dobrze biegać w upał.
Acz, śledząc “internety” i znajomych widzę, że są z tym problemy.
A przecież to jak z rozpoczęciem biegania. Zatem zasada jest prosta: trening to trening.
Czemu zatem Twoim zdaniem, tylu ludzi ma z tym problemy?
Jako trener masz pewnie do czynienia z wieloma takimi przypadkami.

Temat jest banalnie prosty oraz zarazem mocno skomplikowany. W wysokich temperaturach biega się bardzo ciężko i organizm znacznie gorzej w nich funkcjonuje. Wydalamy więcej potu, mocniej musi pracować nasz układ sercowo naczyniowy oraz inne układy i narządy, których nadrzędnym celem jest utrzymanie podstawowych funkcji i parametrów życiowych a dopiero potem, „zajęcie się bieganiem”. Żyjemy w takim klimacie, gdzie przez cały rok panuje znośna temperatura przyjazna bieganiu a „tropikalne” upały zdarzają się nam tylko przez krótki okres czasu, więc nie jesteśmy tak dobrze przygotowani do trenowania oraz startowania w upałach jak mieszkańcy krajów, gdzie praktycznie przez cały rok panuje wysoka temperatura. Z treningiem w upale należy uważać i to bardzo mocno, gdyż całkiem łatwo jest dostać udaru cieplnego, szybko się odwodnić a to może skończyć się katastrofalnie dla nas. Ja generalnie nie zalecam biegania a przede wszystkim startowania w upał i to powtarzam swoim podopiecznym. Oczywiście są zawody w ciepłe dni, sam w nich startuję i moi zawodnicy również, ale zawsze dajemy sobie w nich margines błędu i bardziej niż wynikiem kierujemy się samopoczuciem. Jako przykład podam start z półmaratonu w Göteborgu w 2010 roku. Według danych organizatora, numery startowe odebrało 58 122 biegaczy, wystartowało 39 866 zawodników a linie mety pokonało 38 459 uczestników. 1 407 osób zeszło z trasy, 61 biegaczy zostało hospitalizowanych a 5 z nich trafiło na OIOM. Było grubo ponad 30 stopni.

Piotr (w biało-czerwonym stroju) dobiega do mety półmaratonuw Goteborgu. Relacja http://run-passion.blogspot.com/2010/05/goteborgsvarvet-half-marathon-odsona.html

Piotr (w biało-czerwonym stroju) dobiega do mety półmaratonu w Goteborgu. Relacja http://run-passion.blogspot.com/2010/05/goteborgsvarvet-half-marathon-odsona.html

Jak nie zrobić sobie krzywdy, jeśli chcemy zacząć biegać w wysokich temperaturach?

Należy podejść z głową do zawodów. Zapoznać się z prognozą pogody oraz z trasą, czy np. biegnie ona w cieniu, czy w miejscach narażonych na pełne słońce. Należy zawsze iść za radą starego przysłowia, czyli „nie porywać się z motyką na słońce”, a prościej jak wyżej wspomniałem, nie atakować rekordów a pobiec z głową, z zapasem. Kolejna moja rada to strój startowy – unikajmy ciemnych przyciągających słońce kolorów. Jasna koszulka, spodenki
i koniecznie jasna czapeczka plus możemy pomyśleć o posmarowaniu się kremem z filtrem lecz musimy mieć na względzie to, że może on blokować pory i zaburzać termoregulację.
Warto również założyć okulary przeciwsłoneczne, by chronić oczy. Planując treningi czy starty w upalne dni zwróćmy uwagę na odżywianie się i na nawadnianie.
Pamiętajmy, że kiedy jest ciepło mocniej się pocimy i szybciej się odwadniamy. Należy więc zwrócić uwagę na nawadnianie się, ale nie czystą wodą lecz płynami zawierającymi elektrolity. Można skorzystać również ze specjalnych kapsułek zawierających sód, magnez, potas czy wapń.
W naszej diecie postawmy również na większą ilość magnezu i innych pierwiastków, które wydalamy wraz z potem. Obserwujmy własny organizm. Może to zabrzmi niesmacznie,
ale warto zwrócić uwagę na kolor własnego moczu, jeżeli jest ciemny to znaczy, że możemy być odwodnieni. Podobnie jest z zapachem potu. Im intensywniejszy, ostrzejszy tym robi się „groźniej”. Pamiętajmy, że organizm jest tak sprytnie zaprogramowany, że sam daje nam znaki, jak coś jest nie tak. Musimy tylko nauczyć się te znaki odczytywać.

Na co zwrócić/jak to zrobić – aby dobrze przejść przez proces aklimatyzacji?

Tak, jak napisałem wyżej. Dieta, nawadnianie, ubiór i rozsądek. Z upałem będąc Polakiem
i mieszkając w Polsce ciężko jest wygrać, podobnie, jak Hiszpanowi ciężko by było żyć na Syberii i normalnie tam funkcjonować. Należy wg mnie podchodzić do treningów i do startów z umiarem i z rozsądkiem, nie rzucać się od razu na + 30 stopni, bo stoimy na przegranej pozycji, szczególnie jeżeli zaczynamy biegać i nie mamy wieloletniego startu sportowego. Wyczynowcy prędzej sobie poradzą z wysoką temperaturą, gdyż och organizmy są lepiej zaadaptowane poprzez to, że kilka czy kilkanaście lat powoli przyzwyczajali się do wysiłków
w wysokich temperaturach. Jeżeli czeka nas gorący start, oczywiście można wykonać sobie dla sprawdzenia kilka treningów w podobnej temperaturze, ale trzeba być czujnym i obserwować reakcje organizmu. Na taki trening weźmy ze sobą butelkę z piciem oraz na wszelki wypadek poinformujmy kogoś z rodziny, gdzie idziemy biegać. Proponowałbym w takim wypadku bieganie na tzw. wahadle, czyli np. na 1, 2 czy 3km odcinkach, gdzie możemy zostawić butelkę z wodą i regularnie w trakcie biegu sobie popijać. Warto mieć również w kieszeni „piątaka”, żeby w okolicznym sklepie w razie osłabnięcia kupić sobie coś do picia.

Biegniesz maraton w sierpniu w Lyonie. Jakiej pogody się spodziewasz?

Będzie ciepło. Start całe szczęście jest zaplanowany na godzinę 7:00, więc nie spodziewam się + 35 stopni, ale… przyjemnego chłodku to tam na pewno nie będzie. Całe szczęście mogę bazować na doświadczeniach z maratonów na Majorce czy w Bangkoku, gdzie było naprawdę upalnie a fakt że te starty przypadały na naszą późną polską jesień, to przygotowania do nich były szczególnie ciężkie.

A co Wy robicie w taką upalną pogodę?

Send to Kindle

Jak zostać górobiegaczem?

Góry i bieganie, czyli … odkrywamy w sobie górskiego biegacza.

Jak skutecznie i przyjemnie zacząć swoją przygodę z biegami po górach?

Jakie kroki poczynić, jeśli w tej dziedzinie nie mamy żadnego doświadczenia lub jest ono niewielkie, natomiast chcemy choć częściowo zamienić ulice miast czy alejki parków na górskie szlaki?

Bieganie po górach wymaga odpowiedniego przygotowania, bo znacząco różni się od biegania po płaskim. Nawet jeśli mamy niemały już staż w bieganiu, to jednak pierwsze zetknięcie się
z biegiem po górkach, może obnażyć nasze słabe strony. Nie ma nic za darmo, dlatego też do swobodnego przemieszczania się biegiem przez, nawet najmniejsze, szczyty musimy odpowiednio i cierpliwie się przygotować. Nie od razu Rzym zbudowano… tak nie od razu wbiegniemy na Szyndzielnię, Babią Górę czy zrobimy sobie długie wybieganie górską granią.

Poniższe porady są przede wszystkim dla ludzi chcących pobiegać w górach, a niemających odpowiedniego doświadczenia. Skorzystają także osoby, które chcą po prostu włączyć podbiegi w swe treningi. Wpis oparty jest na podstawowych radach i na zasadzie stopniowej adaptacji. Jednak podstawowe oznacza niezbędne.
Przez “góry”, czasem “górki” mam na myśli i stricte góry np. Beskidy oraz teren pagórkowaty, i inne pochyłości terenu 🙂

Zapytacie, dlaczego warto dobrze przygotowywać się do biegania w górach? Nie lepiej zignorować i po prostu pobiegać?

Warto dobrze się przygotować, aby uniknąć:
– nieefektywnych treningów,
– kontuzji,
– przetrenowania,
– słabego startu,
– ogólnego rozczarowania się (które często jest rezultatem poprzednich punktów, ale nie musi).

A w zamian mieć przyjemne – co nie znaczy, że nie męczące 😉 – i satysfakcjonujące bieganie w górach. Bez wyżej wspomnianych negatywnych rezultatów. Ponieważ, tak da się.

Ameryki nie odkryję 😉 Ważne jest wspomniane przygotowanie. To fundament, i fundamentów nie przeskoczymy. Chyba, że chcemy coś zawalić. Na sukces tutaj rozumiany jako bezproblemowe bieganie w górach trzeba sobie stopniowo zapracować. A jeśli bieganie sprawia nam przyjemność, a powinno, to takie zapracowanie to de facto przyjemność.

I Akcent treningowy

Rozejrzycie się w swoich okolicach biegowych i znajdźcie lekkie wzniesienia takie jak pagórki, droga wiodąca w górę czy schody. To także może być bieżnia z odpowiednim nachyleniem.
A nawet garaż piętrowy – tutaj proszę uważać na ruch samochodów:

“Seek out an empty parking garage during off hours (in the early morning, evenings or on weekends) where you can run from bottom to top—or one level to the next—without much interruption. Be sure to stay alert and watch for traffic, and if the garage is dimly lit, wear something visible to allow drivers to see you clearly.” bit.ly/1tZSv91 z running.competitor.com

Dopasujcie swoją górkę do swoich możliwości. Górka powinna mieć lekkie nachylenie, nie być za stroma ani za długa. I wbiegajcie na nią. W zależności od waszego poziomu biegowego
i dostępności górek w waszych terenach biegowych i co za tym idzie rodzaju podbiegu – wbiegajcie kilka razy, wracając truchtem. Nie kończcie treningu będąc (za) bardzo zmęczonym – nie o to chodzi w treningu.

Czas pokonania tej górki powinien być mocno zbliżony w każdym kolejnym powtórzeniu, dlatego lepiej ten pierwszy podbieg zrobić minimalnie wolniej niż nam się wydaje.

Jak oswoicie się ze swoją górką, czyli kilkukrotny wbieg będzie komfortowym wysiłkiem, poszukajcie następnej górki.

Dodatkową i znaczącą korzyścią jest urozmaicenie treningów.  Rutyna w treningach, ciągłe powtarzanie tego samego jest jednym z czynników powodujących przetrenowanie.
Często niedocenianym czynnikiem.

Tip: gdy wbiegniecie na górkę nie zatrzymujcie się. Kontynuujcie ruch, chociażby marszem. Jeśli nie możecie, to zatrzymajcie się, odetchnijcie i przemyślcie mniejszą górkę następnym razem. Obserwujcie i słuchajcie swojego organizmu.

Możecie włączyć podbiegi normalne bieganie, w długie wybieganie albo zrobić jeden dzień&trening podbiegów. To ostatnie jest optymalnym rozwiązaniem, zwłaszcza dla początkujących osób.

II Akcent pieszy

Choć wymagający terenu górzystego to w razie możliwości urządzajcie sobie wyprawy turystyczno=marszowe w góry. Organizm skonfrontowany z nowymi bodźcami jak podejścia, zejścia zacznie się rozwijać. Wzmocnicie swoje ciało, w ten sposób adaptując je/się do tego rodzaju wysiłku. Obok gór mogą to być dłuższe spacery uwzględniające podejścia – zamiast wyjazdów w góry. Także rower jest dobrym rozwiązaniem. Poza tym poznacie jakim wymagającym i ekscytującym środowiskiem są góry.

Sam marsz w bieganiu w górach jest ważny. Nieraz na zawodach zdążyłem się o tym przekonać.

III Akcent mentalny

Tutaj krótko o roli odpowiedniego nastawienia się. Trenowanie górek może być wyzwaniem dla psychiki. “O nie, znowu te podbiegi” albo “nie dam rady”. Nie nastawiajcie się negatywnie, albo pisząc odwrotnie nastawcie się pozytywnie. I jednocześnie realistycznie, bo jeśli przeszacujecie swe możliwości to takie myśli mogą przyjść.
Temat ważny, wymagający rozwinięcia, jednak nie w tym poście.

To powinno być raczej oczywiste, jednak podkreślę: cieszcie się swoim bieganiem.
Cieszcie się swoimi górkami. Cieszcie się wyprawami w góry. Krajobrazy, poczucie wolności, satysfakcja z powziętego wysiłku, zdobycia jakiegoś szczytu. Nie na darmo wiele swoich treningów w górach opisuję z użyciem zwrotu “zaspokajam swoje potrzeby duchowo-estetyczne”…

IV Wyprawy biegowo-marszowe w góry

To jest opcja dla bardziej doświadczonych biegaczy. Tacy, którzy chcą i mogą już pobiegać
w górach. W tym przypadku możliwości są dwie:
– marsz pod górę, bieg po płaskim i w dół
– naprzemienny marsz z bieganiem.

Planując biegową wycieczkę uwzględnijcie profil trasy, czyli różnicę przewyższeń, rodzaj górek. Ten sam dystans na płaskim to inny wysiłek w górach. Innymi słowy, komfortowe 20-30km po płaskim to nie będzie to samo w górach.

Pamiętajcie o odpowiednim przygotowaniu logistycznym. Pisząc krótko: odpowiednie ubranie, prowiant, telefon. Bezpieczeństwo i nasze zdrowie wymaga przygotowania się.

Przykładowo: gdy wraz ze znajomym spod Warszawy wybraliśmy na dwie wycieczki biegowe po Beskidzie Śląskim (to góry położone ok. 4 kilometry obok mojego miejsca zamieszkania) do naszych plecaków trafiły: naładowane telefony komórkowe, mapa, woda&napój, jedzenie, lekkie ubranie, trochę drobnych pieniędzy. Dodatkowo poinformowaliśmy o trasie
i przewidywanej porze dotarcia zaufaną osobę.

V Akcent ogólnego przygotowania mięśniowego.

“Well, all of that extra impact and braking force has to be absorbed somewhere. The quads probably take the brunt of the increased braking force, while impact is probably dealt with in the same way normal impacts are dealt with, by distributing it through the muscles, tendons, joints, and bones of the legs.”
http://bit.ly/15G8Zx9 z runnersconnect.net

ten cytat powyżej wyjaśnia czemu bieganie w górach jest bardziej wymagające dla naszego organizmu niż płaskie bieganie. I także czemu ważne jest zadbanie o mięśnie nóg,
oraz o ogólny rozwój całego ciała. W bieganiu pracują nie tylko nogi. Pełen rozwój całego ciała to efektywniejsze bieganie, mniej kontuzji, większe postępy. Jak to osiągnąć to inny temat, polecam zapoznanie się z tematyką core stability, jogi, warto także pływać, ćwiczyć siłowo – zwłaszcza przysiady. Same nogi nie biegają.

Pisząc ten tekst opierałem się na swoim 5 letnim doświadczeniu, w tym rok biegania
w Beskidach – o tym w następnym poście. Bieganie po górach to wymagająca aktywność, jednocześnie dająca dużo przyjemności i satysfakcji. Warto stopniowo do tego się przygotować. To co dłużej wypracowane, zostaje na dłużej. I cieszy dłużej.

Za konsultacje oraz rozmowy dziękuję Agnieszce Faron, Arturowi Żak z grupy Aktywny Wałbrzych, Arturowi Pelikanowi, Piotrowi D., Konradowi z VegeRunners oraz Joannie Kurek.

źródła oraz niektóre dodatkowe lektury:
http://runnersconnect.net/running-training-articles/how-to-run-hills/
http://www.runnersworld.com/mountain-training/how-to-train-for-mountain-running
http://www.runnersworld.com/race-training/mastering-hill-workouts
http://www.runnersworld.com/trail-running-training/mountain-running-tips
http://running.competitor.com/2013/11/training/hit-the-hills-reap-the-benefits_44838/1
http://triszerpa.pl/jak-trenowac-podbiegi-zwiekszyc-na-nich-szybkosc/

 

Send to Kindle

Poznawczy odpoczynek

Hej Wam

u mnie trwa roztrenowanie, inaczej odpoczynek.

Podczas tego okresu nie biegam. Nic. Jak odpoczynek to odpoczynek. I fizycznie i dla głowy.
Swoją dużą potrzebę ruchu zaspokajam na trzy sposoby. Podzielę się nimi z Wami 🙂
i mam nadzieję zainspiruję do rozejrzenia się wokół siebie w poszukiwaniu turystycznych atrakcji.

Pierwszy sposób to jazda rowerem. Korzystając z pożyczonego roweru i ładnej pogody pozwiedzałem okoliczne góry: Beskid Śląski i Beskid Mały.

Tą krótką, bo kilkudniową przygodę z rowerem zacząłem stopniowo – jak to ja, rozsądnie 😉
Najpierw miałem siły na mniejsze górki, po kilku dniach bez problemu wjechałem na Klimczok (1017m n.p.m.) robiąc 25 km w górach. Nie sądziłem, że pierwsze podjazdy będą wymagać tyle sił, cóż nowe dla mnie doświadczenie.

A wielką zaletą roweru jest szybsze przemieszczanie=więcej miejsc do zwiedzenia i podziwiania oraz korzystanie z innych mięśni niż przy bieganiu tudzież wędrowaniu.

Drugi sposób to korzystanie z przemieszczania się na własnych nogach: spacery i wędrówki górskie. Spacer zazwyczaj jest po płaskim i pagórkowatym terenie, bo w Bielsku-Białej trudno o inny teren. Za to wędrówki górskie zgodnie z nazwą – po górach. Taki 30 km marsz w górach, z podchodzeniem i zejściami potrafi solidnie zmęczyć i oferuje wymierne korzyści:

– zaspokaja głowę = potrzebę ruchu, gdy trwa odpoczynek od biegania,
– wzmacnia mięśnie, ścięgna,
– wyćwiczony marsz przydaje się w biegach górskich, gdy trzeba maszerować pod górę,
– ma walory turystyczne,
– ma walory estetyczne.

Walory estetyczne szczególnie, bo wystarczy spojrzeć na poniższe zdjęcia, które zrobiliśmy na dwóch weekendowych wyprawach w lokalne góry tj. Klimczok, Magurka Wilkowicka, Czupel.
I galeria z Beskidu Śląskiego 22 listopada
II galeria z Beskidu Małego 23 listopada.

A propos walorów turystycznych to niedawno LosWiaheros wrzucili na swój blog post z opisem rowerowej wycieczki po Beskidach pod jakże wymownym tytułem “Cudze chwalicie,
a swoje znacie?”

A kilka dni po tym artykule wybrałem się na kolejną górską wycieczkę rowerową, i tak to skomentowałem tą wyprawę:

“kilka dni temu przeczytałem ten wpis (z loswiaheros- dop. mój), skomentowałem …A dziś znów wybrałem się na rower w góry. Od kilkunastu dni korzystam z posiadanego roweru i jeżdżę po okolicznych górach ( Bielsko-Biała i góry kilka km od bloku – ech). Taka fajna opcja aktywności obok biegania. I dziś widoki mnie prawie powaliły. Niestety użyjcie wyobraźni, albo wpadnijcie do mnie to Wam pokażę, bo fotek brak, nie zabrałem aparatu. Taka sytuacja dla przykładu i nakierowania Was: wjeżdżam na Klimczok a tam słonko w górze i morze chmur dookoła a masywy górskie jako wyspy albo góry lodowe. Imagine it…

Bajka bajka… aka cudze chwalicie.
I wspaniale to nawiązuję do wpisu z LosWiaheros”.

Te rejony górskie poznaję od stycznia tego roku, kilka razy w miesiącu je odwiedzam. I jak widać odkrywam je na nowo.

Rozejrzyjcie się wokół siebie i poszukajcie miejsc, które są obok Was, a których praktycznie nie znacie.
Albo znacie, ale rzadko dostrzegacie ich walory, plusy.

Za pomoc przy zdjęciach dziękuję Róży,  autorzy zdjęć: ja, Joanna Kurek.

Send to Kindle

Uff, jak gorąco

“Buch – jak gorąco!
Uch – jak gorąco!
Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!”

… a my chcemy biegać. Jak to robić dobrze?

Wysokie temperatury wpływają na nasz organizm, a co za tym idzie na naszą aktywność fizyczną.
To co nam dobrze wychodzi w temperaturze 10°C wygląda zupełnie inaczej w temperaturze 30°C.

Jak zatem biegać i czy biegać?

To zależy. Jeśli jesteście dobrze wytrenowani i biegacie na wysokim poziomie to najprawdopodobniej takie warunki nie są dla was przeszkodą.

Jeśli jesteście początkującym biegaczami, biegacie dla funu to takie warunki mogą być dla was wyzwaniem. Do tego, o tej porze roku zawody biegowe często odbywają się w wysokich temperaturach.
A wielu z was zależy na dobrych wynikach.

Do biegania w upale trzeba się zaadaptować. Przystosowanie jest kluczem do biegania w takich warunkach.

A głównymi zasadami tego przystosowania są zdrowy rozsądek i obserwacja siebie.

Ubranie
Biegamy w luźnym, przewiewnym, jasnym i oddychającym stroju. Dobrze, jeśli ubranie ma otwory albo siateczkę. Ubieramy jak najmniej ubrania na ile to tylko możliwe. Pamiętamy o czapeczce z daszkiem (albo innym nakryciu głowy) i okularach przeciwsłonecznych.

Nawodnienie
Pamiętamy o nawadnianiu się podczas treningów. Podczas zawodów korzystajmy z punktów pitnych zapewnionych przez organizatora. Tracimy więcej płynów, zatem trzeba zadbać o nawodnienie organizmu.

Zwracamy uwagę na alkohol i brane przez nas leki. Mogą one zwiększać ryzyko odwodnienia.

Biegamy w cieniu. Unikajmy nasłonecznionych i odsłoniętych terenów.

Biegajmy wolniej niż zwykle. Dopasujmy trening do panujących warunków.
Szczególnie, jeśli w ramach adaptacji biegamy w upalne godziny. Wtedy lepiej mniej i krócej

Wybierajmy bieganie wczesną albo późną porą dnia.

Adaptacja wymaga cierpliwości i rozwagi. Stopniowo przyzwyczajajcie swój organizm do wysiłku
w upalnych warunkach. I co ważne, obserwujcie siebie, swój organizm i to jak się czujecie. Obok tego,
że jest to wyznacznikiem efektywności treningu, jest to metoda na odpowiednio wczesne wyczucie negatywnych symptomów. I odpowiednie zareagowanie.

Sam lubię biegać w upalne dni. Pewnie dlatego, że w ogóle kocham biegać 🙂
Wytrenowałem swój organizm poprzez bieganie w wysokich temperaturach. A doszedłem do tego przez adaptację i po prostu bieganie z głową. Błędów popełniłem niewiele i wyciągnąłem z nich wnioski. Dzięki temu mogę się cieszyć bieganiem, a o to (mi) chodzi.

Przy tym wpisie korzystałem z tych źródeł:
J. Daniels “Bieganie metodą Danielsa”
T. Noakes “Lore of running”
http://www.runnersworld.com/the-starting-line/running-heat
http://running.competitor.com/2014/06/training/beat-the-heat-warm-weather-racing-tips_58111
zachęcam do dodatkowej lektury linków.

A jakie Wy macie doświadczenia z bieganiem w upale?

Prawie 2,5 miesięczna przerwa w blogowaniu za mną. W tym 1,5 miesiąca przerwy w bieganiu.
W związku z tymi przerwami są nowe doświadczenia i wnioski. Teraz to przekuwam na posty.

Cytat z początku postu pochodzi z wiersza J. Tuwima “Lokomotywa”.

Send to Kindle